środa, 14 grudnia 2016

Bezrobocie a ciąża



Część z was pewnie czytała wpis o moich przygodach za granicą i o prowadzeniu ciąży w Holandii. Ci , co nie mieli okazji zapoznać się z tym postem, możecie uczynić to tutaj  >KLIK<

Wiecie już więc, że w Holandii zwolniono mnie z pracy z powodu ciąży. Oczywiście nieoficjalnie, tam również w teorii nie wolno zwolnić kobiety z tej przyczyny. Jednak w praktyce nie wszystko działało jak powinno.
Miałam umowę na tydzień jako pracownik tymczasowy i co tydzień mi ją po prostu przedłużano. Wystarczyło mi więc jej nie przedłużyć i powiedzieć że nie ma teraz pracy (mimo iż wciąż zatrudniano nowych ludzi, ponieważ praca była). Przełożona powiedziała ludziom z biura, że nie mogę być dalej zatrudniona, ponieważ "nie jestem zdolna do wykonywania pracy", a w rozmowie ze mną w cztery oczy powiedziała wprost, że nie chce mieć pracownika w ciąży i już od jakiegoś czasu planowała mnie zwolnić. Zostałam więc bez pracy w 5 miesiącu ciąży. W Holandii nikt by mnie już nie zatrudnił, w końcu byłam ciężarną imigrantką, która w dodatku w ich kraju przebywała od niedawna i od niedawna też pracowała. Wróciłam więc do Polski, jak to już wiadomo. Ale pod tym względem wcale nie miałam o wiele większych możliwości. 
Zaraz zaczynałam 6 miesiąc ciąży, nie byłam nigdzie zatrudniona, nie miałam ubezpieczenia zdrowotnego i nie bardzo wiedziałam jak to wszystko ogarnąć. Na znalezienie pracy szans nie miałam, tym bardziej pracy, która zapewniłaby mi ubezpieczenie. Poza tym z moim samopoczuciem bywało i nadal bywa bardzo różnie, przez parę dni czuję się rewelacyjnie, mogę skakać, tańczyć, biegać i góry przenosić, po czym przez kilka następnych dni nie mogę wstać nawet z łóżka ani nic zjeść, takie już uroki tej ciąży. Udało mi się znaleźć dorywcze zajęcie, aby trochę dorobić, jednak nie rozwiązało to kwestii ubezpieczenia. Przyjechałam do kraju akurat w terminie usg połówkowego, więc zmuszona byłam wykonać je prywatnie, ponieważ terminy w szpitalach były zajęte na dwa miesiące do przodu, a ja wciąż w żadnym  nich ciąży nie prowadziłam. Kilka więc wizyt i badań wykonałam prywatnie, jednak za droga to zabawa, by chodzić wciąż do lekarzy prywatnie (choć po poznaniu jednego fantastycznego lekarza poważnie zastanawialiśmy się z moim S. czy nie zacisnąć pasa, byle by nas było stać na prowadzenie u niego ciąży, jednak w końcu zmieniliśmy zdanie, ale o tym może kiedy indziej). Najpierw jednak chcieliśmy zaradzić coś w kwestii ubezpieczenia. Wtedy też dowiedzieliśmy się ważnej rzeczy, o której wcześniej nie mieliśmy pojęcia.

Polska Konstytucja zapewnia kobietom w ciąży bezpłatną opiekę zdrowotną. Informacja o tym jest w art. 68 ust. 3, a jej treść brzmi następująco: "Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym wieku." Warto także zapoznać się z ustawą z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (Dz.U. nr 210, poz. 2135 z późn. zm.) bezpłatna opieka medyczna przysługuje każdej kobiecie w ciąży (przez cały okres jej trwania) oraz przez pierwsze sześć tygodni połogu. Nie istotne jest czy posiada ona ubezpieczenie zdrowotne czy też nie.
A więc, jeśli jakakolwiek placówkach objęta świadczeniami NFZ odmówi przyjęcia nas mamy prawo zażądać od nich tej informacji na piśmie wraz z datą i podpisem i możemy z takim oto pismem zgłosić sprawę do NFZ-u.
Jednak jak każdy dobrze wie, w naszym kraju różnie to bywa z respektowaniem tego typu przepisów. Gdy usłyszałam o tym, chociaż jeszcze wtedy nie zapoznałam się porządnie z tematem, wybrałam się do przychodni. I tam odmówili przyjęcia mnie, ponieważ "nie mają pewności czy NFZ im za to odda". Oczywiście mogłam od nich zażądać tego na piśmie oraz wykłócać się, jednak tego nie zrobiłam. Najzwyczajniej w świecie nie jestem osobą, która potrafi się wykłócić o swoje i po 20 minutach dyskusji zrezygnowałam.

Postanowiłam wykorzystać następną możliwość. Wybrałam się do Urzędu Pracy, aby zarejestrować się jako bezrobotna. Dostarczyłam wszystkie niezbędne dokumenty i zapisałam się na spotkanie. Na tym spotkaniu dostarczyłam również oświadczenie od lekarza o mojej ciąży wraz z informacją o tym, w którym tygodniu obecnie jestem. W urzędzie wszystko przebiegło szybko i zapewnili mi pełne ubezpieczenie zdrowotne. Dowiedziałam się, że na znalezienie pracy w 6 miesiącu ciąży nie mam szans, więc nie będą mnie wzywać na spotkania i mogę korzystać z ich ubezpieczenia przez całą ciążę oraz przez pierwszy rok po urodzeniu dziecka, w ramach okresu wychowawczego. Co więcej, po narodzinach córeczki mogę ją również włączyć w moje ubezpieczenie tam. I zamierzam skorzystać z tej możliwości, bo nie mam chęci wykłócać się z każdym, o to, co mi się za darmo należy. Bez dalszych komplikacji zapisałam się w publicznej placówce i tam wykonuję bezpłatnie wszystkie badania i powadzę ciążę. 

Kolejna droga przez mękę, żeby cokolwiek załatwić, ale na szczęście się udało i resztę ciąży mogę być spokojna o te podstawowe kwestie.
Zachęcam każdą mamę, która nie ma ubezpieczenia zdrowotnego o zapoznanie się z tymi możliwościami i wybranie dla siebie najlepszej. Może komuś uda mi się pomóc wyjaśnić te kwestie. Ja bardzo długo nie wiedziałam jak sobie poradzę w Polsce bez ubezpieczenia, jednak wystarczyło tylko pogłębić swoją wiedzę, by wszystko załatwić i odnaleźć spokój ducha :) :)

17 komentarzy :

  1. Powinnaś walczyć o swoje! Mnie poczta polska zwolniła w 5 m-cu ciąży. Teoretycznie w Polce działa ochrona ciężarnych. Dodam tylko do bezpłatnej opieki ciężarnej i w połogu. DZIECI W NASZYM KRAJU MAJĄ ZAPEWNIONĄ BEZPŁATNĄ OPIEKĘ MEDYCZNĄ. Żadne z rodziców nie musi mieć ubezpieczenia, żeby lekarz przyjął dziecko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, ale nie mam ochoty wykłócać się z każdym o to co mi się należy. A niestety często jak nie będziesz głośno krzyczeć o swoje to nic nie dostaniesz :(

      Usuń
  2. Zaskoczyłaś mnie, że w Holandii też pracodawca uskutecznia tygodniowe umowy i zwalnianie ciężarncyh.

    OdpowiedzUsuń
  3. oczywiście urząd pracy zapewnia ubezpieczenie no i nie zapomnij po urodzeniu dziecka o kosiniakowym to jest 1000zł na rok dla osoby bezrobotnej na Dziecko zresztą zapoznaj sie z tym tematem bo warto jeszcze jednorazowe 1000 zł za urodzenie dziecka i zapytaj w urzedzie miasta czy dają jednorazowe 1000 zł bo u nas np. dawał burmistrz za urodzenie dziecka tylko warunek był taki że trzeba było mieszkać przynajmniej rok w danym miejscu zamieszkania.. aa i ostrzegam papierologia koszmarna ale warta :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Oj ja miałam akurat przypadek w Niemczech ale mnie zamiast zwolnić, wysłali do domu, iż kobieta ciężarnych na magazynie nie wolno pracować cała wypłatę przelewali, a ja nie robiłam nic
    Pięknie się zachowali, do pracy nie wróciłam iż jak skończyło mi się urlop wychowawczy w niedługim czasie zaszłam w następną ciążę.
    Nie ładnie zachowali się w stosunku do Ciebie. Ja tak od początku postu dumalam, czemu nie poszłaś do urzędu, a tu jednak :)
    Buziaki Kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, no to ci zazdroszczę takiej sytuacji... Niestety nie miałam tyle szczęścia, ale w końcu wszystko jest załatwione :)

      Usuń
  5. o kurde, zadziwiające to wszystko jest. Tyle załatwiania, tyle męki, a właściwie nie wiadomo czy osiągniemy to co chcemy. Masakrycznie!!!
    zapraszam do siebie : www.pure-heroine-xx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Najgorsze to, że umowa była czasowa :( Nie przedłużyli i nic się nie wywalczy :(

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety formalności jest więcej niż korzyści.
    Odwdzięczam się za każdy szczery komentarz i stałą obserwację.
    Pozdrawiam,annnathalie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Niestety wszystko wydaje się super, a rzeczywiście wygląda inaczej. Chociaż twierdzę i tak, że Holandia ma lepsze zaplecze socjalne niż Polska, ale to w kwestii osób chorych przewlekle, a nie ciężarnych. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czyli służba zdrowia wszędzie taka sama.
    Proszę nie zapomnieć, że przez rok ma Pani prawo do 1000 zł macierzyńskiego.

    OdpowiedzUsuń
  10. NFZ nie zwróci przychodni za leczenie nieubezpieczonej, bo za osoby nieubezpieczone a uprawnione do bezpłatnego leczenia płaci Ministerstwo Zdrowia, natomiast za ubezpieczone NFZ. Dla pacjenta i przychodni to bez różnicy kto płaci, stąd dziwi mnie ze przychodnie robią problemy. Pewnie jak w wielu innych kwestiach wynika to z braku wiedzy lekarzy

    OdpowiedzUsuń
  11. Teraz na bezrobociu już na szczęście przysługuję ten 1000 zł co miesiąc przez rok.
    Ogólnie pomoc można dostać, tylko niestety mało kobiet wie co i jak, i co gdzie załatwić.

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj przyznam, że w tej przychodni to bym zrobiła aferę, jakiej jeszcze nie widzieli. Ich psim obowiązkiem jest Ciebie przyjąć. I to oni się muszą z NFZ wykłócać. Rozumiem, że w ciąży ciężko o swoje walczyć i często człowiek odpuszcza. Ale oni właśnie na tym bazują :(

    OdpowiedzUsuń
  13. Każde dziecko w Pl jest objęte ubezpieczeniem i łachy nie robią, jeśli je przyjmą na NFZ. Przykre są te realia dla kobiet w ciæży. A niby to taki prorodzinny kraj...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ech... ja też zostałam bezrobotna, zaraz jak urodziłam - trochę z innego powodu (moje stanowisko pracy po prostu przestało istnieć a na inne nie miałam kwalifikacji) ale mimo wszystko. Zostałam ubezpieczona w ramach "utraconej pracy" ale w systemie mnie nie było. Co wizyta u lekarza - tyle razy musiałam pisać oświadczenie, że jestem ubezpieczona. W końcu się przyzwyczaiłam. I choć zgłaszałam problem do NFZetu - aż do końca wychowawczego miałam takie cyrki.... wgrrrr....

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze wiedzieć, że jest taka droga :). Widzisz w Polsce trzeba znać dobrze swoje Prawa, aby coś wywalczyć. Silna i zadaniowa kobieta z Ciebie :). Podziwiam!

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.