piątek, 21 kwietnia 2017

Niemowlak i pies pod jednym dachem?

Poznajcie Torę.
Tora to 12-letnia suka, mieszanka amstaffa i pitbulla. Należała do mojego K., a wraz z rozpoczęciem naszego związku i moim wprowadzeniem się, stałam się jej współwłaścicielką. Znam ją od 4 lat, mieszkam z nią od 2,5 roku.
Tora jest starym psem i największą pierdołą jaka chodzi po tej planecie. Potyka się o własne łapy i o dosłownie każdą rzecz, leżącą na podłodze. Próby wskoczenia na łóżko często (ku jej zdziwieniu) kończą się upadkiem, a jej gracja jest porównywalna z gracją słonicy.
Tora jest idealnym portretem postawy dekadenckiej: przeżywa permanentny ból istnienia (o tak, ona zawsze pokazuje jak bardzo cierpi). Prócz tego, jak na prawdziwą kobietę przystało regularnie strzela fochy, ostentacyjnie pokazując co jej się nie podoba.
Tora wciąż ma mentalność szczeniaczka i za każdym razem jest bardzo zdziwiona, że nie ma już młodzieńczej sprawności (choć bardzo się stara).
Tora musi spać w łóżeczku i mieć swoją podusię i kołderkę, którą obowiązkowo trzeba ją przykryć. Gdy się przerwie jej 22-godzinny sen, patrzy na ciebie spode łba, przekrwionymi oczami z wielkim oburzeniem. Jest księżniczką na ziarnku grochu, nie lubi wychodzić na dwór w niepogodę, ani gdy musi przerwać swój drogocenny sen. Z opowieści wiem, że w wieku szczenięcym wyprowadzano ją pod parasolką, a na trawniku kulała, ponieważ... trawka łaskotała ją w poduszki na łapkach.

Jak więc sami widzicie, Tora to prawdziwy pies morderca :) Jednak, gdy zaszłam w ciążę w mojej głowie pojawiło się pełno obaw związanych z pojawieniem się małego dziecka, na terytorium psa.

Najpierw nakreślę wam, skąd wzięły się u mnie obawy i czego dokładnie dotyczyły. 
Po pierwsze, jest to jednak zwierzę, działające pod wpływem instynktu, a nie w sposób przemyślany i świadomy. Wiedziałam, że nawet jeśli Tora, umyślnie by nie skrzywdziła dziecka, to przypadkiem różne rzeczy mogą się wydarzyć. Miałam więc czarne wizje, jak to dziecko postanowi pociągnąć psa za ucho, albo za ogon, złapać za szyję i przytulić, a pies... jak to pies, może zareagować różnie. Jakie były moje wizje chyba się domyślacie. Szczególnie, że Tora nie lubi gdy ktoś przystawia twarz do jej pyska i zawsze pokazuje, że jej to nie odpowiada. A ze względu na to, że jest jednak sporym zwierzakiem, o bardzo silnych szczękach i znikomej gracji, chcąc nie chcąc, krzywdę może zrobić. W szczególności tak małemu dziecku.
Po drugie, obawiałam się zazdrości. Trochę jak ze starszym dzieckiem, gdy w domu pojawia się młodsze rodzeństwo... Gorzej, gdy to starsze dziecko ma wielką paszczę i zębiska. Generalnie Tora, uwielbia być w centrum uwagi. Wygląda to tak, jakby uważała, że każda osoba wchodząca do naszego domu, przychodziła bawić się z nią, a nie odwiedzić nas. Gdy mieliśmy w domu jeszcze kota i ktoś z gości postanowił go pogłaskać i pomiziać, nasza psinka natychmiast reagowała. Szczekała, skakała, a na koniec podgryzała kota w zadek. O ile w przypadku kota było to zabawne, to jak pomyślałam, że będzie tak samo zazdrosna o dziecko, nie było mi do śmiechu.
Po trzecie, po prostu nie wiedziałam kompletnie czego się spodziewać. Tora nie miewała zbyt częstego kontaktu z dziećmi, ciężko więc było stwierdzić jak zareaguje.

Od różnych ludzi nasłuchaliśmy się też wielu historii, jak to pies takiej rasy warczał na dziecko i był wobec niego agresywny, mimo że nikt się tego po nim nie spodziewał. Wiele razy słyszeliśmy, aby psa się koniecznie pozbyć, oddać komuś, a jak się nie uda to nawet uśpić!
Przyznam, że o oddaniu jej sama myślałam. Powiem wprost, że się bałam, a nie chciałam testować reakcji psa, kosztem zdrowia lub życia swojego dziecka. Ale na pewno nie zdecydowałabym się uśpić psa "na wszelki wypadek". Mimo wszystko, to nasze zwierzę, za które wzięliśmy odpowiedzialność i nie wyobrażam sobie, by zapobiegawczo je zabić. Pomysł z oddaniem też nie doszedł do skutku. Jakby nie patrzeć, Tora jest już psim emerytem, przyzwyczajona do swoich właścicieli, do domu w którym mieszka i do pewnych 'standardów', jak np. spania pod kołderką. Podejrzewam, że w tym wieku nie zaakceptowałaby nowych ludzi, a prawdę mówiąc, nie mielibyśmy też serca jej oddać obcym. Na samą myśl robi mi się smutno.
Tak więc zapadła decyzja, że pies zostaje z nami i zobaczymy co nam to przyniesie.

Radziłam się wielu osób w tej kwestii (część z was mnie zapewne czyta, więc bardzo dziękuję za wasze rady, niesamowicie się przydały i rozwiały część moich obaw) i dużo rozmawiałam z K. Znaleźliśmy wiele "punktów" na korzyść Tory, które dość skutecznie mnie uspokoiły.
Tora nigdy nie okazywała agresji wobec ludzi, w tym dzieci. O ile z innymi psami się nie lubi, to do ludzi jest bardzo przyjaźnie nastawiona. Ponadto z łatwością akceptuje nowych członków rodziny. Mnie przyjęła z miłością, ale to nic z porównaniu z uczuciem jakim obdarzyła nowego męża mojej przyszłej teściowej. 
Kolejną kwestią 'na plus' jest właśnie jej instynkt. Suki są bardziej wrażliwe od psów w stosunku do dzieci, niezależnie od gatunku. Są w stanie rozpoznać, że to jest młode i trzeba to chronić. Zresztą Tora nigdy nawet nie mogła mieć do gryzienia piszczących zabawek. Gdy tylko zaczynały piszczeć, puszczała z obawy, że robi krzywdę i zaczynała je pocieszająco lizać.
Wśród rad usłyszałam, by najpierw przynieść ze szpitala jakieś ubranka po dziecku i dać psu do powąchania, aby się zapoznała z nowym zapachem. Rada świetna, niestety nie zdążyliśmy jej wprowadzić w życie. Kolejną było to, aby nie izolować psa od dziecka, ponieważ może poczuć się odtrącony i zazdrosny, a poza tym w ten sposób nigdy by się nie przyzwyczaił. Należy, oczywiście pod nadzorem, oswajać go z nowym domownikiem.

A jak to wyglądało u nas?
Jak już wspomniałam, nie zdążyliśmy przywieźć ubranek Julki, żeby Tora zapoznała się z nowym zapachem. Rzuciliśmy się więc na głęboką wodę i psinka została zbombardowana nowymi zapachami: torby ze szpitala, rzeczy małej i w końcu samo dziecko. Przyznam, że pierwszego dnia byłam przerażona. Pies nastawiał uszy, latał po całym mieszkaniu jak nienormalny, wąchał wszystko- wiadomo, dużo nowych zapachów wzbudziło ciekawość. Ja starałam się zachować zimną krew, jednak byłam zdenerwowana, zmęczona, dwa dni po porodzie i sama nie bardzo potrafiłam odnaleźć się w domu. Wtedy mała zaczęła płakać, a Tora, ku mojemu przerażeniu, zaczęła na mnie skakać i szczekać. Gdy K. wyszedł do sklepu, żeby nakarmić Julkę, zamknęłam się z nią w pokoju i płakałam, a psina wyła pod drzwiami i próbowała je przegryźć na wylot. 
Ale po pierwszej nocy już wszystko się ustabilizowało. Tora przyzwyczaiła się, że "to małe" co chwila się drze i bardziej przeszkadzał jej fakt, że nie mogła się wyspać. Przy każdym płaczu małej podnosiła zmęczony łeb i patrzyła na mnie z oburzeniem przekrwionymi oczami. I tyle. 
Przez pierwszy tydzień co jakiś czas przypominała sobie o istnieniu dziecka i obserwowała Julkę z uwagą. Potem przestała już się nią interesować. Gdy całkowicie się oswoiła z jej obecnością, pozwoliliśmy jej kilka razy powąchać główkę czy rączkę małej. Po miesiącu odważyłam się wypróbować bujaczek-leżaczek i pozwolić, żeby dziecko było na jednym poziomie co pies. Tora jedynie podeszła, powąchała i poszła się położyć gdzie indziej. Obecnie nie boję się już wyjść z pokoju i zrobić sobie kawę czy śniadanie, kiedy Julka leży na naszym łóżku. Tora bardziej przejęta jest, jak otwieram opakowanie czekolady albo ciastek, niż obecnością Julki. Przyzwyczaiła się. Nie ukrywamy przed nią dziecka, ani jej nie odcinamy, więc straciła zainteresowanie.
Zobaczymy co będzie, gdy Julka będzie na tyle duża, żeby złapać psa za ucho, albo gdy zacznie raczkować... Jednak jesteśmy dobrej myśli i nic nie wskazuje na to, byśmy mieli powody do obaw. Kto wie, może nawet się zaprzyjaźnią?

Wiadomo, każdy przypadek jest inny i należy go rozpatrywać indywidualnie, w zależności od usposobienia zwierzęcia, jednak duży pies, nawet typu amstaff nie musi się wykluczać z dzieckiem. Przedstawiłam wszystkie za i przeciw w naszej konkretnej sytuacji, więc jeśli macie podobne obawy, wiecie już na jakie rzeczy warto zwrócić uwagę. I na pewno nie powinno się "pozbyć" psa na wszelki wypadek, a po prostu bacznie obserwować. 

A wy macie zwierzaki? Jak one się chowają z waszymi dziećmi? Były pewne obawy?
Opowiedzcie mi w komentarzach :)

23 komentarze :

  1. Zgadzam sie z Toba w 100 %, sama znam matke wychowujaca coreczke i wlascicielke Red Nos'a- pies morderca :) tak czy tak trzeba uwaznie obserwowac reakcje psa, ten Pitt ktorego znam mimo ze staruszek ciecko bardzo pilnowal przed obcymi ciociami, co nie zawsze bylo przyjemne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie, że tak się układa relacja pies - dziecko. Później będzie jeszcze zabawniej :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To najpiękniejsza relacja jak może być :) popierwszematka.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie, że piesek w końcu przyzwyczaja się do małej, będzie miała w przyszłości wspaniałą towarzyszkę zabaw :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja za ok. miesiąc mam przewidziany termin porodu. Mam psa (wiek ok. 11 lat), mały kundelek, suczka ze schroniska. Też miałam i mam obawy jak to wszystko się potoczy. Ale z mężem dobrze ją wychowaliśmy. Wiadomo psa będę miała zawsze na oku. Zwierzę to zwierzę.... Chociaż czasami to właśnie zwierzę jest bardziej ludzkie od niejednego człowieka. Z sunią jeździliśmy do rodziny, którzy mają dzieci, nawet bardzo malutkie i nie było z nią problemu. Warczała tylko wtedy, kiedy zaczęły za nią latać po całym domu, a ona nie miała gdzie się skryć, biedactwo... Lub ciągnąć za różne części ciała. Zwracałam uwagę dzieciom, mówiłam... że jak będą tak robić to piesek może ugryźć a ja wtedy na pieska nie nakrzyczę, bo robią mu ciągle na złość.
    Oczywiście- zrobiłam bym inaczej, ale chciałam pokazać dzieciom, że to nie jest zabawka. Ale wiadomo swoje dzieci a być u kogoś, kto ma dzieci to inna bajka.

    http://vogueswing.blogspot.com/2017/04/ii-konkurs-canpol-babies.html

    Zapraszam na nowy konkurs organizowany razem z marką CanpolBabies  

    OdpowiedzUsuń
  6. My psa nie mamy, na razie (metraż kawalerki nie pozwala), jednak Mały od początku jest "skazany" na kontakt z psami. U dziadków jeden pełni rolę "strażnika dzieci" od zawsze: kładzie się pod łóżeczkiem, przy łóżku, przy kolanach - dokładnie tam, gdzie aktualnie przebywa berbeć. Czuwa. Daje znak, że dziecko się obudziło. I jest najlepszą kompanką do tarmoszenia, ciągania i miziania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Pies to skarb w wychowywaniu malucha. Warto abyśmy jako rodzice zadbali o prawidłowe relacje dziecka i zwierzęcia oraz przyglądali się ich wspólnym zabawom.

    OdpowiedzUsuń
  8. Pies ma charakter taki jak go wychowa właściciel. Taka jest prawda. Nawet niebezpieczne rasy potrafią być potulne jak baranki. U nas z psem też od samego początku komitywa. A teraz się kochają na maksa.

    OdpowiedzUsuń
  9. Fajnie, że tak Wam się układają relacje pies-Julcia :) Oby tak dalej! My pieska nie mamy, może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Najwięcej wyjazdów zespołów ratownictwa medycznego do pogryzień to wyjazdy do dzieci pogryzionych przez łagodne psy, które są w rodzinie. Nie chcę straszyć, ale te historie zdarzają się naprawdę. Do tego zdarzają się często - nie mówi się w wiadomościach o każdej. Nie mówię o tym, aby oddawać psa do uśpienia czy schroniska, ale trzeba po prostu mieć ograniczone zaufanie i nie zostawiać dziecka samego w jednym pomieszczeniu z psem. Jestem oporna na wszystkie argumenty, bo jeszcze żaden właściciel psa, który ugryzł nigdy nie powiedział, że pies był agresywny i wrogo nastawiony. Wszyscy mówią, że pies był łagodny i kochał dzieci, a później zespoły rat med wyjeżdżają do takich pogryzionych przez te bezpieczne i potulne psy maluchów.

    OdpowiedzUsuń
  11. Osobiście zwierzaka nie mam, ale kiedy byłam dzieckiem zawsze mieliśmy psa. Teraz nie mam na to czasu, żyję w ciągłym pędzie, ale kiedyś, gdy dzieci będą nieco bardziej odpowiedzialne chciałabym labradora. Z opowiadań teściowej wiem, że mieli psa który nie cierpiał dzieci. Gdy urodziła i wróciła ze szpitala pokazała psu (jakkolwiek to brzmi) nowego członka rodziny i było to pierwsze zaakceptowane przez niego dziecko, którego pilnował jak oka w głowie i pozwalał robić ze sobą wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  12. Od pierwszego akapitu o piesku zakochałam się w nim :D ("Stary pies i największa pierdoła jaka chodzi po tej planecie.") Wszystko na pewno zależy od psa... ja osobiście jestem po stronie tych, którzy jednak dają pieskowi szansę;) Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  13. Strach strachem, ale podobno dzieci wychowujące się w towarzystwie zwierząt dużo na tym zyskują. Uczą się troskliwości, są bardziej wrażliwe, itd. więc jak najbardziej jestem za taką "symbiozą" :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja też uważam, że pies i małe dziecko to idealne połączenie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Tak jak twoja Tora zachowywala sie moja kotka, gdy na swiecie pojawila sie moja corka. Po tym "szoku" kot przytulil sie do malej a ona polozyla na kocie noge i czesto tak wlasnie spaly, wlasciwie do dzisiaj tak spia. Gdy moi chlopcy mieli 6 lat kupilismy Labradora, po poltora roku zrobilo sie z niego ogromne zwierze. Pies nie tylko czuje sie jak czlonek rodziny ale traktuje nas jak swoje stado, to sie w przerozny sposob objawia i jest niesamowite. Chroni i opiekuje sie. Moznaby ksiazke napisac. Ja w kazdy razie popieram jak najbardziej dziecinstwo z czworonoznymi przyjaciolmi.

    OdpowiedzUsuń
  16. Przepięknie, że włożyliciście trochę trudu żeby psiaka przyzwyczaić, zamiast pójść na łatwizne i go oddać.

    OdpowiedzUsuń
  17. Zawsze miałam w domu psa :) Myślę, że wystarczy dobrze zwierzaka ukształtwoać, by w przyszłości mógł mieszkać pod jednym dachem z dzieckiem! Dzieciaczka oczywiście też trzeba uczyć od początku szacunku do zwierząt :)

    OdpowiedzUsuń
  18. My mamy kota - nasze najstarsze dziecko ;) Zdecydowanie jestem za wychowywaniem dzieci w towarzystwie zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pies i dziecko to taki sielankowy obrazek :-)

    OdpowiedzUsuń
  20. Dla kogoś kto miał psa łatwo jest połączyć go w parę z dzieckiem. Ja nie wyobrażam sobie w ogóle psa w mieszkaniu w bloku, i to jeszcze przy małych dzieciach. I chodzi tu głównie o brak czasu.

    OdpowiedzUsuń
  21. W domu mam ma stanie 2 dzieci i 2 kotki. Zabawom nie ma końca. Ale obydwie strony musiały nauczyć się siebie nawzajem

    OdpowiedzUsuń
  22. My również mamy pieska, co prawda mniejszego ;), jednak od samego początku relacje pies-syn były świetne ;)

    OdpowiedzUsuń
  23. Akurat wczoraj miałam okazję gościć w domu, w którym czterolatka od urodzenia wychowuje się w towarzystwie 8 psów, tylu samo kotów, dwóch kóz, oswojonych i przebywających po wyklucie w domu gęsi oraz konia... I jest to najwspanialsze i najmądrzejsze dziecko, jakie kiedykolwiek widziałam :)

    http://przystanek-klodzko.pl/

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.