wtorek, 4 lipca 2017

Metoda BLW - Wywiad z dietetykiem

O metodzie BLW w robi się coraz głośniej. Coraz więcej mam zamierza ją stosować przy prowadzaniu nowych posiłków u swych pociech. Moja Julka niedługo skończy 4 miesiące, więc i ja coraz częściej zaczynam się zastanawiać nad odpowiednim sposobem rozszerzania jej diety. Ostatnio pisałam o tym, dlaczego zamierzam tak późno dać dziecku jeść, a dzisiaj chciałabym wyjaśnić dlaczego, po długim przeszukiwaniu wszechwiedzącego internetu zdecydowałam się postawić własnie na BLW.
Jest to skrót od Baby-Led Weaning, co oznacza wprowadzenie pokarmów stałych kontrolowane przez dziecko, a na jeżyk polski tłumaczone jest jako Bobas Lubi Wybór. Aby upewnić się w swoim wyborze i dowiedzieć się więcej na ten temat postanowiłam przeprowadzić wywiad z dietetykiem. W końcu naszej wiedzy i podejmowanych decyzji nie można opierać jedynie na tym, co wyczytamy w internecie.
Dziś porozmawiam z mgr Adą Nowakowską-Poźniak, która jest dietetykiem klinicznym, a także mamą Maksymiliana, rówieśnika mojej Julki. Wciąż stara się poszerzać i aktualizować swoja wiedzę, aby nieść pomoc innym, ponieważ, jak sama mówi, dietetyka jest jej pasją. Swoją wiedzą dzieli się na blogu dietcare.pl, którego jestem stałym czytelnikiem. Was również na niego zapraszam, a tymczasem przeczytajcie co Ada ma do powiedzenia na temat modnej dziś metody BLW.

JA: Może na początek wyjaśnisz, na czym dokładniej polega ta metoda i dlaczego warto ją wybrać? 
mgr Ada Nowakowska-Poźniak: Metoda BLW to coś naturalnego, coś oczywistego, coś, co jest znane od wieków (nie jest to wymysł tzw. „nowoczesnych mam”). Po prostu: idealna sprawa! A polega ona na podawaniu dziecku jedzenia w formie jak najmniej przetworzonej, gdzie Maluszek sam uczy się jak gryźć, przeżuwać i połykać pokarm. Głównie omija się tutaj etap słynnej łyżeczki i podawania przetartych zupek, warzyw czy owoców, kleików i kaszek. To trochę taka oszczędność nerwów i traumy, jaką często fundowano nam w dzieciństwie, kiedy to rodzice, dziadkowie czy opiekunowie wmuszali nam różnego rodzaju posiłki, których nienawidziliśmy. W metodzie BLW niemowlę uczy się od samego początku dokonywać prawidłowych wyborów żywieniowych, poprzez podejmowanie samodzielnych decyzji. A my w tym wszystkim mamy zaufać jego instynktowi. Takim dodatkowym plusem jest to, że sami zaczynamy korzystać z takiej formy diety i cała rodzina kształtuje swoje prawidłowe nawyki żywieniowe.

JA: Jak rodzice chcący w ten sposób rozszerzać dietę powinni się do tego przygotować? 
A.N-P.: Przede wszystkim – uzbroić się w cierpliwość. Nie możemy sobie wyobrażać, że podając dziecku przykładowo marchewkę, ono zje ją, nie mrugając okiem i zadowolone poprosi o jeszcze. To nie ten etap, a początki niestety mogą być trudne. Dziecko może nie być zainteresowane jedzeniem, może nie chcieć jeść wcale, a przyniesione posiłki traktować jak zabawki. Absolutnie nie powinno się tym przejmować! Należy pozwolić Maluchowi samemu decydować, co zrobić z podanym posiłkiem. Prędzej czy później pokarm na pewno zacznie trafiać do ust, będzie przeżuwany, a wreszcie – dziecko połknie ugryziony kęs i zechce zjeść jeszcze więcej. Potraktujcie to jako okazję do wzajemnego spędzania czasu i poznawania siebie. Musicie pamiętać, że mleko (mamy czy modyfikowane) nadal stanowi podstawę żywienia i zaspokaja zapotrzebowanie na składniki pokarmowe waszego dziecka, także nie musicie się martwić, że początki BLW nie wyglądają tak, jakbyście sobie tego życzyli. Szczególnie polecam dla wszystkich rodziców książkę: „Moje dziecko nie chce jeść” Carlosa Gonzalesa – rozwieje mnóstwo Waszych wątpliwości i pokaże punkt widzenia Malucha.

JA: Jakie produkty będą odpowiednie na początek, a jakich powinniśmy unikać? 
A.N-P.: Na pewno warto zacząć od podawania warzyw, dopiero później owoców. Odpowiednia tutaj będzie np. ugotowana i pokrojona w słupki (w wodzie lub na parze) marchewka. Musi ona mieć taki kształt, aby dziecku łatwo było ją chwycić. Na pewno sprawdzi się też kalafior, brokuły, buraki, dynia, pietruszka. Potem możemy stopniowo zacząć podawać owoce: ugotowane jabłuszko, gruszkę czy banana.  Na początku warto podawać także kasze, takie jak gryczana, jaglana, kukurydziana oraz makarony: gryczane i kukurydziane. Warto dodać do nich odpowiedniej jakości tłuszcz: masło lub oliwę z oliwek. Unikać z kolei powinniśmy podawania soków (nawet rozcieńczonych) do pierwszego roku życia, drobnych i twardych pokarmów, które zwiększają ryzyko zakrztuszenia się np. orzechów, ościstych ryb, mięsa zawierającego chrząstki. Należy także zwrócić szczególną uwagę na produkty, które zawierają pestki, takie jak winogrona, wiśnie, czereśnie czy nawet pomidorki koktajlowe. Niewskazane w diecie niemowląt są także sól (a co za tym idzie: słone produkty i potrawy - można je podawać jedynie w niewielkich ilościach) i cukier (także w postaci syropu glukozowo-fruktozowego, fruktozy, syropu glukozowego i sztucznych substancji słodzących). Ten ostatni często jest dodawany do gotowych produktów dla niemowląt – dlatego trzeba uważnie czytać etykiety. Dieta dziecka do roku życia nie powinna zawierać także miodu i mleka. Na pewien czas trzeba zrezygnować z podawania niektórych pełnoziarnistych produktów zbożowych, takich jak otręby, ponieważ mogą nadmiernie obciążać delikatny jeszcze przewód pokarmowy dziecka oraz zaburzać wchłanianie niektórych składników mineralnych, takich jak wapń czy żelazo.

JA: Panuje powszechne przekonanie, że dzieciom karmionym piersią wprowadzamy nowe produkty po 6 miesiącu, natomiast tym karmionym mlekiem modyfikowanym wcześniej - już od 4 miesiąca. Ponieważ Julka jest karmiona sztucznie bardzo interesuje mnie ta kwestia. Czy faktycznie tak jest? 
A.N-P.: Tak naprawdę zalecenia dotyczące rozszerzania diety w głównej mierze dedykowane są mamom karmiącym piersią ze względu na tzw. „poprawność polityczną” i promocję karmienia piersią. Niestety, pomija się mamy, które z wielu względów nie mogły karmić piersią i zostały poniekąd zmuszone do podawania mleka modyfikowanego. Ale to nie oznacza, że ich dzieci w jakikolwiek sposób różnią się od tych, które są karmione piersią – jeśli niemowlę dobrze przybiera na wadze, nie ma żadnych wskazań od lekarza do wprowadzania stałych pokarmów wcześniej – to jak najbardziej mama może podjąć decyzję o rozszerzania diety w 6 miesiącu. I będzie to najlepsza decyzja!

JA: Widzę, że bardzo chwalisz BLW. Powiedz tak szczerze, czy ta metoda ma też jakieś minusy? 
A.N-P.: To zależy co uważamy za minus :) na pewno trzeba się nastawić na dość spory bałagan – na pewno Maluch będzie sporo bawił się jedzeniem. Jeśli macie psa – to problem z głowy ;) ale i tak warto zabezpieczyć się co nieco przed rozpoczęciem rozszerzania diety tą metodą. Dodatkowo do tej metody sceptycznie mogą podchodzić najbliżsi – przecież gotowe kaszki i zupki w słoiczku tylko czekają aż je się poda, po co się tak bawić? Dlatego ta cierpliwość ma tutaj kluczowe znaczenie – pamiętajcie, że jako rodzice macie swój instynkt i robicie dla swojego Malucha to, co najlepsze.

JA: Jesteś nie tylko dietetykiem, ale także mamą. Czy przy swoim dziecku także planujesz rozszerzać dietę w ten sposób?
A.N-P.: Oczywiście! I wręcz nie mogę się doczekać, aż Młody zasiądzie razem ze nami do posiłku :)

JA: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę oraz tak dokładnie wyjaśnienie wszelkich nurtujących mnie kwestii. 

A wy słyszeliście o tej metodzie? A może sami ją stosowaliście? Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach.
A może jesteś rodzicem, który rozszerzanie diety malca ma dopiero przed sobą i zastanawia się nad właściwym sposobem? W takim razie to artykuł dla Ciebie!

18 komentarzy :

  1. Nie słyszałam o tej metodzie, co prawda moje dzieci są już duże, ale podeślę artykuł koleżance, która ma maluszka

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiednio zbilansowana dieta jest bardzo ważna.

    OdpowiedzUsuń
  3. U nas BLW kompletnie się nie sprawdziło, pomimo wielu prób. "Najadała" się w ten sposób cała podłoga i wszystkie meble oraz ściany - natomiast do brzuszka Bąbla nie trafiało prawie nic ;) W końcu uznaliśmy, że jednak lepsze będzie karmienie tradycyjne, przy pomocy łyżeczki - jak widać każde dziecko ma inne preferencje ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fantastyczny post. Swojego pierwszego bąbla powitam na świecie w październiku i kompletnie nic nie wiem na te tematy! Dziękuję i zapisuję ☺

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja córka ma odruch wymiotny po ugotowanych warzywach w kawałkach. Za to chętnie zjada chrupki i surową marchewkę w całości :)) teraz ma prawie 9 miesięcy i zjada obiad pół na pół czyli : mało blenduję, ale to robię :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozczuliła mnie nazwa tej metody... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczekiwałam, że nazwa BLW jest jakaś skomplikowana, a tu mordka mi się uśmiechnęła na sam widok oznaczenia- SUPER :) Moje dziecko od ok 6msc życia już jadło sporo rzeczy. Nigdy nie mieliśmy i nie mamy do tej pory problemu z jedzeniem. Zjada wszystko i wszystko chętnie próbuję. Ma już 3 lata, więc oczywiście je to co my. Ale jest Tyle produktów do różnego przygotowania, że chyba raz Tylko coś małej nie smakowało :)

    OdpowiedzUsuń
  8. ojej, nie słyszałam o tej metodzie ale mysle ze przyjrze sie jej bliżej gdy moj maluszek podrośnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Przy Karolinie blw kompletnie mi się nie sprawdziło. Przy Michale tez planuje stosować ale jak będzie to zobaczymy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo fajny i przydatny wywiad dla przyszłych mam...
    https://kolorowyswiatblog.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja już mam BLW za sobą i mam jeden główny wniosek - wszystko z głową! Wiele mam metodę BLW traktuje jako jedyny słuszny sposób karmienia dzieci, a tak naprawdę wystarczy trochę zdrowego rozsądku. Mojemu synkowi dawałam do ręki wszystko to, co nie wyrządzało krzywdy w mieszkaniu (tak, kwestia czystości była dla mnie ważna). Oczywiście mam tutaj na myśli miski z zupą, a nie makaron na podłodze. Teraz mój maluch ma 3 lata i bez najmniejszego problemu posługuje się łyżką i widelcem, w restauracjach je czysto, czyli otrzymałam wszystko to co jest w założeniach BLW, ale bez remontu mieszkania ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Gdy moje dziewczyny miały rozszerzaną dietę, to BLW nie nie było jeszcze tak popularne jak dziś, ale z perspektywy czasu muszę przyznać, że w obu przypadkach łączyłam karmienie tradycyjne z BLW. U mnie przy jedzeniu papek więcej było dookoła córek niż w buzi, więc w pewnym momencie zaczęłam dawać w kawałkach. Tym samym moje nerwy zostały uratowane :P

    OdpowiedzUsuń
  13. My natomiast stosujemy mieszanie BLW z jedzeniem tradycyjnym. Zupy jadamy lyzeczka, a pozostałe posiłki wedle uznania 😉

    OdpowiedzUsuń
  14. Własnie jesteśmy na etapie początkowym rozszerzania diety. Bąbelek jakoś z małą chęcią je słoiczki. Zastanawiam się nad BLW, na pewno pies byłby zadowolony :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja dwójka dzieci wychowywana na BLW, dzięki czemu mogłam dowiedzieć się co lubią, czego nie i w jakiej postaci podawać. Okazało się na przykład, że młodszy syn lubi marchewkę, ale nie chciał jeść w słupkach tylko pokrojoną w talarki. Także warto tez zbyt szybko się nie poddawać i próbować różnych form podania :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Zdecydowanie nasza rodzina chwali sobie tę metodę. Polecam.

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.