środa, 26 lipca 2017

''Młoda, w dodatku z jednym dzieckiem- co ona może wiedzieć?''

Spotkała się któraś z was z podobną opinią? Mnie niestety zdarza się to dość często. Wśród ciotek, babek które odchowały swoje pociechy całe lata temu, ale także wśród kobiet które zdecydowały się na dziecko później niż ja lub mają ich więcej niż jedno. I tu niestety żadne tłumaczenia i argumenty nie pomagają. W końcu co może o niemowlaku wiedzieć 22-letnia matka 4-miesięcznej córeczki? Pewnie nie wiele... A jeśli robi coś inaczej niż te wszystkie "doświadczone", to zapewne ona robi źle, no bo jakżeby to inaczej?


To moje biedne dziecko chodzi w kółko wyziębione. Na nic wyjaśnienia, że sprawdza się temperaturę na karku, skoro ma chłodne dłonie i stopy. Raz nawet usłyszałam, że jak dziecko ma zimne rączki i trzęsie mu się bródka powinno się je opatulić kocem nawet w 30 stopniowy upał. Przecież ono marznie! To nie istotne, że drżenie jest oznaką niewykształconego układu nerwowego, co ja tam mogę wiedzieć o czymkolwiek. Szyja spocona, ale stópki zimne- ale ja się nie znam, powinnam obowiązkowo nałożyć skarpety i dać coś do przykrycia, zanim mi się maluch przeziębi!

Chusta? Jakiś dziwny wymysł! Przecież tyle się słyszy, że w ten sposób można udusić dziecko! Lepiej weź nosidło, znajoma korzystała z niego od urodzenia i było dobrze! Co z tego, że to wisiadło (!), w którym noworodek był noszony przodem do świata (!). Ona tak robiła, a jest starsza i ma więcej dzieci, więc się zna! A co ja mogę wiedzieć o macierzyństwie?

W dodatku chyba głodzę to dziecko! Przecież każde jęknięcie jest oznaką głodu, a to że nie przypomina ludzika Michelin jest wyznacznikiem skrajnego niedożywienia! W dodatku na opakowaniu mleka wyraźnie jest napisane ile ma jeść. Zjada mniej? Więc na pewno ją głodzę!
W końcu przecież Julka jest dzieckiem z opakowania i ma wepchnąć w siebie co do mililitra tyle ile podano w instrukcji, a otyłość, jak każdy wie, jest oznaką zdrowia, a tych kilka fałdek na udkach to zdecydowanie za mało.
A w ogóle to kiedy jej dam normalne jedzenie? 4 miesiące skończyła i dalej samo mleko dostaje? Czekać do 6 miesiąca? BLW? Znowu jakieś wymysły... Lepiej dać jej zupkę.

Nagle wszyscy wokół stają się ekspertami od zdrowia i wychowania dzieci. I każdy ma rację, oczywiście prócz matki dziecka, bo co ona może wiedzieć...

Matka matce wilkiem...
A co się dzieje w społeczności matek? Na wszelkich forach, grupach, ale nawet przy spotkaniach na żywo? Patrzą się jedna drugiej na ręce, byle tylko czegoś się uczepić i pokazać, że moja prawda jest najmojsza. Bo "skoro przy moim dziecku to się sprawdziło, to przy twoim tez musi, prawda? W końcu to dzieci, czym mogą się różnić? Przy moim tak robiłam i popatrz tylko- żyje i ma się dobrze!" I tu każda młoda matka polega na starcie. W końcu wszyscy wymądrzają się radzą powołując się na swoje doświadczenie. I ciężko jest pojąć, że każda matka jest specjalistką od swojego dziecka: zna je najlepiej, wie jak się zachowuje gdy jest głodne, gdy zmęczone, w jaki sposób lubi być noszone i co je uspokaja. Nie zawsze to co się sprawdziło przy jednym maluchu jest sposobem przy innym. Ameryki nie odkryje mówiąc, że to dlatego, ponieważ są zupełnie różnymi osobami, jednak niektórzy wyraźnie o tym zapominają :)
Oczywiście, co innego w przypadku gdy dziecku może stać się krzywda. Tutaj należy zwrócić uwagę, jednak nie w sposób napastliwy i piętnujący ponieważ to może nie przynieść rezultatów. Szkoda tylko, że kiedy uwagę chce zwrócić dziewczyna, która wygląda jakby jeszcze na dowód czekała i się w nastoletnia ciążę wpakowała, to taka kobieta z trójką dzieci u spódnicy patrzy się jak na dziwoląga. W końcu co taka gówniara z jednym maluchem może wiedzieć?
Przyznam wam, że nie rozumiem tej zawiści wśród matek. Wszystkie płaczą, że siedzą z tymi dziećmi, niedoceniane przez cały świat i zamiast się wpierać nawzajem z osobami które, jakby nie patrzeć, są w podobnej sytuacji, to plują w siebie jadem... Gdy młoda matka zapyta o coś, są w stanie prawie ją zjeść za brak wiedzy, a i wyśmiać gdzieś w między czasie. Jak nie pyta, to się uczepią, że robi źle. Ale zamiast służyć radą, to kolokwialnie mówiąc, zjadą ją od góry do dołu. Zwykle nie raczą nawet zapoznać się z sytuacją, ale do potępiania rwą się pierwsze. Szczególnie gdy w grę wchodzą "kontrowersyjne" tematy. Poród siłami natury, cesarskie cięcie? Szczepić czy nie? Karmienie piersią czy mleko modyfikowane? Rozszerzanie diety w zależności od miesiąca i formy. Sposób noszenia, wychowania, wybór akcesoriów wyprawkowych, odpieluchowanie, smoczki, zawsze się coś znajdzie!
Na szczęście każdy medal ma dwie strony i nie zawsze tak jest. Spotkałam wiele wspaniałych matek, tak samo w realu jak i w internecie, którym można pożalić się, poradzić siebie nawzajem. Takich, które nie uważają, że matka jednego dziecka nic nie wie o macierzyństwie, które nie czekają tylko na okazję by dopiec, a wierzą, że jesteś najlepszą matka dla swojego malucha, a jedyna krytyka jaka płynie z ich ust, to ta konstruktywna.

A was spotkało coś podobnego? Czy z racji posiadania pierwszego dziecka lub młodego wieku, wszyscy wokół poczuli się w obowiązku uświadomić was, że nic nie wiecie? A może należycie do grona tych matek, które (mniej kub bardziej świadomie) przyglądają się innym krytycznym wzrokiem? Napiszcie w komentarzach jakie jest wasze zdanie, a ja na zakończenie powtórzę: znam swoje dziecko jak nikt na świecie, gdy potrzebuję rady pytam, wysłucham, ale rozum mam swój mimo młodego wieku i tego, że to moje pierwsze dziecko. No właśnie- moje dziecko.

Podobał ci się ten post? Zostaw po sobie ślad ;)

20 komentarzy :

  1. wiek tu nie ma znaczenia, nawet gdybyś miała 40 lat, sztab wiedzących lepiej ciotek, matek, babć i teściowych i tak wiedziałby wszystko lepiej. Trzeba robić swoje po prostu i postarać się zapamiętać te uczucia, żeby za dwadzieściakilka lat nie truć naszym już dorosłym dzieciom jak mają wychowywać swoje pociechy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja na szczęście tylko sporadycznie kilka razy spotkałam się z "dobrymi" radami. Nie przejmuję się tym. Uwazam że mam ogromną wiedzę, wiem co robię i co najlepsze dla moich dzieci. To zupełnie nie jest ważne ile dzievi się posiada-to nie jest wyznacznik wiedzy na temat wychowania. Niejednokrotnie młoda mama jednego dziecka wie więcej niż doświadczona mama piątki. O wieku nie wspominając bo to też nie jest wyznacznik czegokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ha ! Rozwaliłaś mnie z "dzieckiem z opakowania", gennialne :)
    Co do samego tematu posta, sama prawda, matka matce wilkiem i wszystkie wszechwiedzące, a powinnyśmy trzymać się razem...

    OdpowiedzUsuń
  4. Mądrze napisane, każdy jest inteligenty kiedy ma swoje. Mam podobne doświadczenie ale z tym że z powodu wieku nie wiem nic na żaden temat, przez co spada mi własna samo ocena. W tym kontekście to aż mi młode mamy szkoda że są upokarzane z powodu wieku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja koleżanka zaszła w ciąże w wieku 19 lat. Teraz ma 20 i jej niunia jest już spora. Na początku wiele razy żaliła się, że ma dość tych ciągłych porad i wymądrzania się starszych z rodziny. W końcu powiedziała, że to jest jej dziecko i ona jest matką i doskonale wie co jest dla dziecka najlepsze. Rady są dobre, ale wymądrzanie się niektórych przez to, że są starsi nie znaczy, że wiedzą wszystko lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mądrze napisane, ale ja wgl nie chciałabym nigdy dzieci...
    https://mariemysliwiec.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Oj tak! Skąd ja to znam! I mój ulubiany tekst: "Ty byłaś tak wychowywana i jakoś żyjesz!". Co ja wiem, naczytałam się poradników i życia nie znam. "Jak to, taki maluszek bez czapeczki?" "Zimno mu, zobacz jakie ma zimne rączki", "Zaraz Pani z tego wypadnie" (patrz z chusty).Na każdym kroku coś! I to nie tylko rodzina ale też obcy ludzie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Mądrze napisane. Będę tutaj zaglądać:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Skąd ja to znam... Chociaż nie jestem bardzo młodą mamą, bo urodziłam synka mając 26 lat, to i tak bardzo często podczas spacerów ludzie zwracali mi uwagę i przekonywali do swoich "dobrych" rad. Teraz zostało już tylko "Gdzie ma czapeczkę?" Ta czapka i skarpety to chyba jakaś nasz narodowa tradycja. Co z tego, że słońca nie ma i jest ciepło, ale czapa musi być. Mnie nawet jedna Pani zapytała na placu zabaw, dlaczego mój synek nie ma skarpetek w sandałkach.

    OdpowiedzUsuń
  10. jakbym czytał swoje myśli.. Sam napisałem dwa podobne posty, z czego jeden aktualny:P Nic nie poradzimy. Ludzie zawsze się wpieprzali w czyjeś życie i tak będzie nadal. Zostaje tylko obserwować i śmiać im się w twarz:)

    OdpowiedzUsuń
  11. no ja też czasami miałam take zagrywki od strony teściowej chociaż ani nie byłam młoda przy pierwszym dziecko ani za stara :P słuchać jednym uchem drugim wypadnie i tyle czasami może cos mądrego się człowiek dowie ale w końcu ty sama znasz najlepiej dziecko swoje i wiesz jak mu będzie dobrze popełnisz błąd na drugi raz go skorygujesz wszystko w temacie :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie słuchaj i rób swoje ;-). Ja też się spotykam z takim gadaniem a mam 30 lat i dwójkę dzieci ;-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja myślę, że Te wszystkie złote rady możesz wsadzić do kotła. Staraj się wychowywać i pielęgnować swoje dziecko po swojemu. Wiadomo czasem ludzie tak z troski. Ale okazje się czesto, że mama jednego dziecka potrafi się lepiej nim zająć niż mama 2-3 dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja już z tego typu sytuacjami spotykam się rzadko. Może dlatego, że od początku na życzliwe rady odpowiadałam tonem nie znoszącym sprzeciwu. I robiłam swoje.

    OdpowiedzUsuń
  15. U mnie wszyscy starsi pokoleniem dziwili się że tyle mówię nie dawno narodzonego dziecka i się z nim bawię.Każda matka zna najlepiej swoje dziecko i wie co dla niego najlepsze ��

    OdpowiedzUsuń
  16. Naucz się olewac, bo takich specjalistów od Twojego dziecka spotkasz jeszcze wielu...

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiesz...tu wcale nie chodzi o wiek. Każdy na swej drodze spotyka osoby, które "wiedzą lepiej" i koniecznie muszą o tym poinformować. Sama jestem mamą czwórki dzieci. Moje najstarsze dziecko ma 16 lat, jestem już więc długo mamą, choć w porównaniu z moją babcią, która jest mamą 67 lat to mój staż jest naprawdę krótki. Ale...jestem też młodą mamą, bo mam roczną córeczkę. Sama mam 40 lat. Wciąż spotykam na swej drodze osoby, które udzielają mi dobrych rad i wskazują, że robię źle i trzeba inaczej. Inaczej, to ja reaguję niż wtedy, kiedy byłam młodą mamą z jednym dzieckiem. Od tego czasu wiele się zmieniło. Teraz słucham innych ale ponieważ na pewno wiem więcej niż wtedy potrafię się temu oprzeć, zaufać sobie i robić swoje. Ale....sama też jestem mamą, która lubi udzielać innym "dobrych rad". Czasami naprawdę warto wskazać młodej mamie, że np. nie należy przykrywać dziecka w foteliku pieluszką, która chroni je od słońca i jednocześnie ogranicza ilość powietrza, bo można je przydusić. I czasem jak widzę coś, to aż mnie świerzbi, żeby powiedzieć. Nie robię tego, bo dzisiejsze mamy są świadome swojego macierzyństwa, a ja nie chcę się wtrącać, bo wiem, jakie to wkurzające. Ale myślę też, że ten znak naszych czasów, że młoda mama chce sobie sama radzić wcale nie jest dobry i czasami warto posłuchać jakiejś starszej, bardziej doświadczonej mamy, bo jej wskazówki mogą tylko pomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, nie miałam na myśli by nie słuchać ŻADNYCH rad czy ignorować każdą wskazówkę. Nie uważam że każdy jest alfa i omega i wie wszystko. Po prostu chodzi mi o stosunek do młodych matek.
      A jeśli chodzi o sytuację zagrażające dziecku zgadzam się, trzeba słuchać i samemu zwracać uwagę. Tylko, tak jak wyżej napisałam, możesz sobie wyobrazić relacje gdy ja podchodzę do kobiety która trzyma melańkie dziecko w wisiadle przodem do swiata lub nakrywa wózek pieluszka kiedy ona jest idę mnie co najmniej 10 lat starsza i idzie z dwójką starszych dzieci, a ja wyglądam na nastoletnią matkę. Cis na zasadzie "czemu ta gówniara zwraca ni uwagę, co ona może wiedzieć".
      Ale bardzo dziękuję za twój komentarz. Oczywiście masz rację, też słucham rad ale konsultuje je i część wykorzystuje a reszty nie. Ten post miał na celu opisanie tego jak traktowane są młode matki.

      Usuń
    2. Masz rację. Traktowanie młodych matek pozostawia wiele do życzenia. Ale nie tylko młodych....każdych. Bo zawsze znajdzie się jakaś starsza i mądrzejsza od nas :-) Wiem też, że trudno jest oddzielić te konstruktywne, dobre rady od tych, które mają na celu tylko wbić szpilę i się popisać. Pozdrawiam i pozostańmy w kontakcie :-)

      Usuń
  18. Ech te złote rady babć, cioć i teściowych. To się nigdy nie kończy. Nawet teraz kiedy dzieci są w wieku szkolnym ciągle słyszę np że z katarem u dziecka mam pędzić do lekarza czy że źle zrobiłam puszczając dzieci do szkoły w wieku 6 lat.

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.