czwartek, 13 lipca 2017

''Nie rób z dziecka kaleki życiowej!''

Czytałam ostatnio artykuł odnośnie pewnej metody usypiania dzieci. Chodzi mi o metodę Ferbera, może o niej słyszeliście, a może nie. Pokrótce polega ona na 'nauce samodzielnego zasypiania przez dzieci', jednak moim zdaniem bardziej przypomina tresurę. Zostawia się płaczące dziecko w łóżeczku, najlepiej w oddzielnym pokoju i co kilka minut staje się obok niego, jednak na nie patrząc na swoją pociechę i wychodzi. I tak kilka razy, za każdym razem wydłużając odstęp. Maluch w końcu zmęczony płaczem zasypia, a gdy nauczy się, że krzyk i płacz nic mu nie da, ponieważ mama nie przyjdzie i nie przytuli, przestaje ja wołać.
Cóż, metoda dobra dla każdego, który "nie nosi, aby nie przyzwyczaić", jednak moim zdaniem to jest po prostu zimny chów. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic do tego, aby dziecko spało we własnym łóżeczku i miało swój pokój, jednak nie wyobrażam sobie stać pół godziny pod drzwiami słuchając płaczu mojej córci i nie pomóc jej, nie wziąć na ręce, nie przytulić... Jednak nie o tym chciałam pisać.
Przestudiowałam sobie komentarze, które pojawiły się pod tym artykułem: wśród osób wypowiadających się byli zwolennicy jak i przeciwnicy tej metody. Jednak jedna wypowiedź wyjątkowo przykuła moją uwagę. Pewna mama napisała, że ona swoje dzieci usypia własnie w taki sposób, a już na pewno nie pozwoliłaby dziecku spać z rodzicami z jednym łóżku, ponieważ właśnie w ten sposób wychowuje się kaleki życiowe...

Teraz ja, kaleka życiowa, chowająca kolejną życiową kalekę chciałabym napisać co o tym myślę i jak to wszystko wygląda u nas.

Inaczej niż planowałam
Będąc jeszcze w ciąży, wiele spraw miałam dokładnie zaplanowane. Córka miała nigdy nie założyć nic różowego, a także od dnia narodzin spać we własnym łóżeczku. Kącik niemowlęcy czekał na nią w naszym pokoju, ponieważ nie wyobrażałam sobie nocnym kursów do innego pomieszczenia. A co jakbym jej nie usłyszała? Jednak zdecydowana byłam od maleńkości uczyć ją spania samej. W końcu to jest nasze łóżko, chcemy mieć miejsce, wysypiać się, przecież z dzieckiem na pewno to się nie uda! Poza tym jakbyśmy jej później tego oduczyli? Pewnie spałaby z nami aż do 18-stki! Taaak....
A potem urodziłam. Nie wiedziałam co robić. Czy mogę w ogóle sama podnieść ta kruszynkę, czy muszę kogoś zapytać. Czy mam ją nakarmić albo przewinąć czy nie ruszać i dać spać? Nagle zaczęła płakać. Rozejrzałam się, ale nie było nikogo wokół. Musiałam więc ją wziąć. Dałam radę. Później chciałam ją odłożyć, jednak znowu zaczynała płakać. W dodatku nie mogłam znieść tego, że nie widzę mojej małej. A chciałam na nią patrzeć bez przerwy... Postanowiłam więc wziąć ją do siebie, na szpitalne łóżko. Całe dwa dni przebyte w szpitalu w nim spędziłyśmy. Ucinałyśmy sobie drzemki w ciągu dnia, karmiłyśmy się na leżąco, a pierwsze co widziałam po przebudzeniu to była twarz mojej córeczki. była taka drobna i malutka, nie wyobrażałam sobie, by nie być cały czas przy niej. Julka spała spokojnie czując mój zapach i tak cieszyłyśmy się sobą.
Potem trzeba było wrócić do domu. Nie mogłam znieść myśli by była tak daleko ode mnie. Powiedziałam mojemu K., że chcę by na razie mała spała z nami. Niechętnie dość, ale się zgodził. Na początku było wiele obaw, np. czy jej nie zgnieciemy, lub czy będzie nam wygodnie. Później były próby odkładania do łóżeczka, jednak tam Julka się budziła w nocy i płakała, a śpiąc z nami przesypiała spokojnie całe noce. A nawet jeśli się przebudziła, to czując i widząc nas obok siebie, od razu zasypiała ponownie.

Teraz już wszelkie obawy zniknęły. I przyznam wam, że uwielbiam wspólne spanie z dzieckiem! Trochę także z lenistwa i wygody. Około 20.30 kąpiemy Julkę, zmieniamy górne światło na lampkę nocna, przebieramy w piżamkę (dziecko, nie lampkę), dajemy kolację i wyciszamy się. Dzięki temu Julka zasypia sama! Bez noszenia, bujania i kombinowania. Po prostu odkładam ją po wszystkich rytuałach do nas do łóżka, daję pieluszkę do przytulenia i mała po chwili śpi. I tak śpi do rana, spokojnie i bez przerw. Jeżeli to "cena" przespanych nocy, to chętnie będę ją płacić.
Poranki tez wyglądają tak samo: Jula najpierw budzi tatę, z uśmiechem na twarzy, by się z nią pobawił przed wyjściem do pracy. Zaczepia go, śmieje się, gaworzy i tak do chwili aż K. wyjdzie z domu. Potem albo zaczepia mnie do zabawy, albo zasypia i wylegujemy się wspólnie do godziny 9 czy 10. Uwielbiam te poranki. Gdy pierwsze co widzę po przebudzeniu to szeroki uśmiech i spojrzenie mówiące "Hura, w końcu mamusia się obudziła i na mnie patrzy! Będziemy się bawić! Jak ja eis cieszę, kocham cie Mamo", to czuję że znalazłam sens życia i codziennego wstawania z łóżka. Nawet jeśli jest godzina 7 rano.

Wiem także, że współspanie z dzieckiem poza wygodą (szczególnie przy karmieniu piersią) oraz przyjemnością, ma wiele innych zalet:
- Ustabilizowana fizjologia: dzieci śpiące przy rodzicach maja bardziej stabilna temperaturę ciała, regularny rytm serca i mniej dłuższych przerw w oddychaniu.
- Mniejsze ryzyko SIDS czyli nagłej śmierci łóżeczkowej.
- Zdrowie emocjonalne: obniża poziom hormonu stresu a w zamian podwyższa poziom hormonu miłości :) Badania wykazują, że dzięki współspaniu dzieci dorastają z większym poczuciem własnej wartości, są szybko niezależnie, mniej strachliwe, oraz mniejsza jest szansa na pojawienie się chorób psychicznych. Daje to także poczucie bezpieczeństwa
- Zmniejsza szansę na występowanie baby blues czyli depresji poporodowej, oraz wzmacnia więź matki z dzieckiem

Tak więc ani ja, ani zespół badaczy, nie zgadza się z tym, że spiąć z dzieckiem wychowujemy kalekę życiową. Co więcej, często własnie te pociechy są stabilniejsze emocjonalnie, ponieważ rosły w poczuciu bliskości i miłości. Oczywiście nie tylko wspólne spanie daje nam to. Nie neguje decyzji rodziców, którzy wybrali samodzielne spanie, jeśli tylko nie ujmują przy tym czułości :) My także planujemy przeniesienie w końcu Juli do własnego łóżeczka. Kiedy? Zobaczymy, tym razem nie chcę nic zakładać, ponieważ znowu może wyjść zupełnie inaczej niż planowałam.

A wy śpicie lub spaliście z dziećmi czy od małego maluchy były we własnych łóżeczkach? I co myślicie o całej sprawie? Piszcie w komentarzach :)

15 komentarzy :

  1. Karolina od samego początku spala w swoim lozeczku. Do dzisiaj nie potrafi spac z nami. Michał kiedy mamy gorsza nic śpi z nami ale zwykle jednak u siebie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja również będąc w ciąży miałam wielkie plany... te z samodzielnym zasypianiem dziecka w łóżeczku również... Ale to tylko plany, które uległy zmianom jak Młody pojawił się po drugiej stronie. I nie będę sobie wypominała, że początkowo spał z nami, może nie każdą noc, albo tylko ich fragmenty, ale tak - nie buntowaliśmy się, tylko przesypialiśmy nocki do rana i wyspani, z uśmiechami witaliśmy kolejne dni. I co, wyrósł na kalekę życiową??? Na pewno nie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Staszak spał z nami, no może za dużo powiedziana spał, bo zasypiał u siebie i tak do 3 rano spał sam, prawie 4 lata - horror prawdaż? teraz hodujemy drugiego stwora co to od 2,5 roku z naszego łóżka na stałe nie da sie wygnać. Ale poranna nagroda w postaci: mamusiu jak jesteś ładna, albo kocham cię jak pierniczka :), warta jest nocnych niewygód :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja usypiam dziecko w wózku, a później ewentualnie przenoszę do łóżeczka. Mój sarszak był tak usypiany od małego, a teraz sam zasypia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja teraz miałam przekonanie, że mała będzie spała sama u siebie w kołysce. Ale powiem Ci, że najbezpieczniej się czuję, i ona pewnie też, jak jesteśmy koło siebie. Póki jest taka maleńka chcę ją mieć przy sobie, przeniosę ją do kołyski trochę później.

    OdpowiedzUsuń
  6. Może metoda ciekawa, ale czy do końca skuteczna?

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie podoba mi się ta metoda. Tak jak piszesz to raczej jakąś tresura.

    www.naturalnieandzia.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  8. Założenia to jedno, praktyka to drugie. Ja też miałam swoje zasady, dopóki nie przyszło mi się z nimi zmierzyć. Niekiedy się ugięłam. Wolałam to niż brak snu.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gdyby nie małe łóżko to Lenka też by spała z nami, ale już pod koniec sierpnia wprowadzamy się do siebie i już mamy w planach ogromne łóżko

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie miałam problemu z usypianiem dzieci. Gdy miały 3 miesiące po prostu zaczęłam odkładać je do swojego łóżeczka i nie robiłam wyjątków. Gdy płakały to wyciągałam tulipan i odkładałam. Do dziś pięknie zasypiają same.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ueażam, że to bardzo dobra metoda, dwie noce popłacze, a potem polubi spać w swoim pokoju. Spałam od samego początku we własnym pokoiku i przy zgaszonym świetle, krewni i znajomi mojej babci i dziadka (wychowali mnie dziadkowie), którzy nas odwiedzali nie mogli uwierzyć, jaka ze mnie dzielna dziewczynka. Dziś już jako kobieta 35+ jestem bardzo wdzięczna moim dziadkom za to, że dzięki ich wychowaniu nie zostałam życiową kaleką :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Super! :) Podoba mi się Twoje podejście! Myślę, że dopiero po urodzeniu bardziej jasne staje się to, jakie chvemy mieć podejście do wychowania! Klaudia J

    OdpowiedzUsuń
  13. Każde dziecko jest inne. Niektóre dzieci są nieodkładalne i rodzice wyczerpani i ledwo żywi marzą tylko o tym, żeby móc choć pół godziny odpocząć. Jeśli samemu ma się dziecko śpiące bardzo ładnie od samego początku i nie widzi się jak potworne potrafi być wieczne chodzenie z kolkowym dzieckiem na ręku łatwo oceniam. Nie oceniam innych rodziców, nie jestem w ich położeniu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Widzę, że trochę podobnie myślimy :). Też pisałam o tym, jak dziecko uczyć samodzielności :).

    OdpowiedzUsuń
  15. z trzecim dzieckiem od samego początku odkładałam do łóżeczka ale kiedy byliśmy u rodziców spałam z synkiem teraz zasypia znów u siebie w łóżeczku. Wiem e jak będzie chciał spać u mamy w łóżku to oczywiście będzie czasami i moje straszaki ze mną śpią bo potrzebują mnie a czasami ja proszę by ze mną spali :p

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.