sobota, 16 września 2017

6 miesiąc

Pół roku. Pół roku temu po raz pierwszy ją zobaczyłam. Jednocześnie czuję, jakby to było wczoraj i jakby była przy mnie całe życie. To nieprawdopodobnie jak dużo i niewiele zarazem to jest pół roku... Pamiętam jak krzyczałam, że nie dam rady, a oto teraz śpi obok mnie najcudowniejsza istota na świecie. Wydaje mi się być już taka duża, zmienia się i rozwija z każdym dniem. Co się działo przez ostatni miesiąc?

Przyznam, że za nami są bardzo ciężkie dwa tygodnie. W tym czasie Julka darła się od rana do nocy, jak nigdy. Praktycznie całe dnie musiałam ją nosić, lub przynajmniej trzymać na kolanach. Niejednokrotnie chusta uratowała mi życie, ponieważ w tym czasie młoda była całkowicie nieodkładalna. Płacz prawie się nie kończył. Zaczynała z rana i to trwało, aż w końcu nie padła spać. Byłam bliska obłędu, nie miałam pojęcia co robić. Czułam, że przechodzi bardzo ciężki skok rozwojowy, ale czasem nie miałam pojęcia czy to może nie są zęby, brzuszek, lęk separacyjny, lub cokolwiek innego. Nic nie pomagało, a mi powoli kończyły się już pomysły. Ręce i plecy odmawiały posłuszeństwa od ciągłego noszenia, nic nie mogłam zrobić, byłam po prostu wykończona.
W końcu się uspokoiło. Dokładnie tydzień przed ukończeniem przez Julkę 6 miesięcy. Wtedy pierwszy raz sama usiadła.
Nie spodziewałam się tego. Do tej pory jedynie leżąc się podciągała, a na brzuszku ustawiała się jak do raczkowania i unosiła pupę do góry. Nagle, w zeszłą sobotę, z tej pozycji pupa poszła na bok, usiadła na niej i poniosła się. Po niecałych 2 minutach ze zdziwieniem wylądowała na plecach. Następnego dnia jednak, już od samego rana siadała cały czas. Wtedy jeszcze chwiejnie, bujała się do przodu i do tyłu, ale już dwa dni później trzymała się stabilnie. I tak oto mam siedzące dziecko. Wciąż jestem pod wrażeniem, cieszę się z tej umiejętności chyba nawet bardziej niż z pierwszego uśmiechu. To w końcu ogromne osiągnięcie.

Gdy tylko usiadła, płacz minął. Teraz jest zabawa, zaczepianie nas i oglądanie świata z nowej perspektywy. Buzia jej się nie zamyka, jednak zamiast wrzasku wydobywa się z niej radosne gaworzenie.
Uznaliśmy też, że to odpowiednia chwila przy zmienić limuzynę  naszej córci. Gondola poszła w odstawkę (młoda wyczyniała w niej już takie akrobacje, że zaczęło się robić niebezpiecznie) i teraz wozimy się nową furką, tj. spacerówką. Julce się bardzo podoba, wszystko widzi, może sobie siedzieć, a dzięki regulowanemu oparciu, gdy zaśnie, mogę ją położyć na płasko. Dla mnie też to zmiana na plus, ponieważ obecny wózek jest dwukrotnie lżejszy od poprzedniego, a żeby się dostać do windy, muszę go najpierw wnieść na półpiętro po schodach. Z gondolą było bardzo ciężko, teraz nie mam żadnego problemu. Lekko się prowadzi, ma wielki kosz na zakupy (wypełniony bo brzegi kocykami, zabawkami, sweterkami i czapeczkami) i był wybitnie tani! Jestem szczerze zachwycona. Nie miałam tu jednak robić reklamy (lionelo emma- polska firma, polecam!), więc wracam do tematu.

Kolejną wielką zmianą jest wprowadzenie pierwszych stałych posiłków. Wczoraj było pierwsze spotkanie z brokułem, a dzisiaj powtórka z rozrywki. W zasadzie "posiłkiem" tego do końca nazwać nie mogę, ponieważ stosujemy BLW (Na temat tej metody możecie poczytać w >wywiadzie, który przeprowadziłam z dietetykiem<). Na razie Julka poznaje nowe smaki, konsystencje, zapachy i kształty, a jeśli coś przy okazji uda jej się zjeść to super. Niestety, na krzesełko dalej czekamy (mam nadzieję, że w poniedziałek kurier je dostarczy), co bardzo utrudnia pierwsze próby jedzenia. Mimo to początek jest rewelacyjny, bardzo mi się podoba. Młoda z zaciekawieniem rozgniata kawałki warzyw, pakuje je sobie do buzi, potem ssie, żuje i robi komiczne miny.
Z rozszerzaniem diety planowałam poczekać, aż Jula faktycznie skończy 6 miesięcy, a może nawet trochę dłużej (możecie przeczytać o tym we wpisie >Dlaczego zamierzam tak późno dać dziecku jeść?<), potem już chciałam to zrobić kilka dni temu a ostatecznie pierwszy raz był wczoraj. Dlaczego tak? Przede wszystkim sugerowałam się oznakami gotowości dziecka, które były już wyraźnie widoczne kilka dni temu. Ciągle czekałam jednak na to nieszczęsne krzesełko. Miałam nadzieję, że dotrze przed weekendem, jednak gdy tak się nie stało, uznałam, że nie będziemy dłużej czekać.

Myślę, że to są właśnie te najbardziej przełomowe momenty ostatniego miesiąca. Wiadomo, z każdym tygodniem córka jest bardziej komunikatywna, zbija więcej nowych zgłosek, staje się dużo bardziej mobilna i ruchliwa, rosną jej włosy, wyrasta z ubrań... Wszystko się stale zmienia!

Ciekawa jestem co nam przyniesie kolejny miesiąc :) Niestety, Jula nie chce zostać modelką i zupełnie już nie współpracuje przy robieniu zdjęć! Woli turlać się, zjadać stopy, robić miny i wszystko to czego chcę by nie robiła, ponieważ właśnie próbuję zrobić jej piękne zdjęcie. Cóż, piękne nie jest, światło słabe, młoda nie pomagała, ale pamiątka będzie, a co!

PS. Wiecie, że drugie tyle i  moja córeczka będzie miała już ROK?!



7 komentarzy :

  1. brawo brawo cudna córcia :D i taka bystra :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Mała miała dość oglądania świata z pozycji leżącej i się złościła :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super, pierwsze pół roku za Wami ;) Śliczna Mała!
    Jestem ciocią rocznej Natalki, więc też uczestniczyłam w jej rozwoju. Siostra często opowiadała mi regularnie co się dzieje. U takiego maluszka naprawdę widać z dnia na dzień jego rozwój.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzieci bardzo szybko rosną. Śliczna córeczka:) a takie małe dziecięce sukcesy ogromnie cieszą:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Moje maleństwo ma rok i blisko trzy miesiące, a wydaje mi się, że dopiero co przywiozłam ją ze szpitala. Pamiętam jak pierwszy raz leżała we własnym łóżeczku- wydawała nam się taka krucha i maleńka... A teraz potrafi sama sobie z niego wyjść :)

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.