poniedziałek, 11 września 2017

Napisane na kolanie...


Od wielu lat to planowałam. Najpierw zupełnie inaczej, potem pomysł nabrał konkretnych kształtów. Odnalazłam niewyczerpane pokłady motywacji i wzięłam się za realizowanie swojej pasji. Brzuszek powoli rósł, a ja poświęcałam każdą wolną chwilę swojemu drugiemu dziecku. Dbałam o niego, poprawiałam i pielęgnowałam. Patrzyłam jak się rozwija i uczyniłam go swoim własnym miejscem. Potem urodziła się moja córka. Każdy dzień wypełniał jej niemowlęcy zapach, jej małe usteczka wczepione w moją pierś. Wszystko się zmieniło, choć z początku ciągle śpiący noworodek nie zajmował mojego całego czasu. Podczas kilkugodzinnych drzemek, zasiadałam przed laptopem z kubkiem zbożowej kawy i dzieliłam się wszystkim tym, co mnie spotkało. Ponownie przeżywałam pojawienie się na świecie tej blond włosej istotki, pierwsze wspólne dni, swoje obawy i radości. Bardzo szybko ten słodki noworodek zmienił się w całkiem rozgarniętego bobasa, który sobą szczelnie wypełnił każdą sekundę mojego życia.
Nie chce już spać, woli eksplorować, szczególnie w towarzystwie swej mamy. Najlepiej z poziomu jej rąk. Godziny nie dają się rozciągać, mieszkanie w ogóle nie chce sprzątać się samo, a moje drugie dziecko dostaje jedynie strzępki uwagi. Mowa o Blogu.
Kolejny raz w mojej głowie zrodziła się myśl: "A może by tak wytłumaczyć się czytelnikom? Powiedzieć, dlaczego piszę tak rzadko, tak bylejak, jakby na kolanie? Wyjaśnić im?". Ale potem reflektuję się. Nie będę przecież z każdym pojawianiem się przepraszać, w końcu jak to by wyglądało? Przecież wiedzą, że mam małe dziecko. Trudno, nie ma mnie to nie ma, albo zrozumieją, albo nie. Nie będę się tłumaczyć.
Piszę więc kolejny wpis. Zerkam na kalendarz klnąc pod nosem, bo znowu minął tydzień. Muszę coś napisać. Cokolwiek. Powoli pojawia się wstęp, słyszę cichy stukot klawiatury i a moim oczom ukazuje się coraz dłuższy ciąg liter. Nagle słyszę płacz. Odwracam wzrok i widzę małą buzię wykrzywioną w podkuwkę i mokre, zapłakane, błękitne oczy. Z westchnieniem zamykam laptopa i biorę marudę na ręce.
Od dawna mam plan pisać z wyprzedzeniem. Przygotować kilka postów, dopracować je, dopieścić i mieć zawsze coś w zapasie. Tylko ciągle nie mam czasu... Nieraz cudem udaje mi się wyczarować jeden koślawy test, a gdzie tam kilka!
Zaczyna się kolejny dzień. Budzi mnie radosne piszczenie i dotyk zimnej rączki. Podnoszę powieki, przecieram zaspane oczy i ukazuje mi się najpiękniejszy widok świata. Widzę szeroki, bezzębny uśmiech, który za każdym razem rozbraja mnie dokładnie tak samo. Oczka w kształcie migdałów okalane zasłoną rzęs, która sięga aż łuku brwi śmieją się tak samo szczerze i radośnie. W końcu mamusia już wstała. Teraz jest czas na poranne przytulasy, gaworzenie i wąchanie niemowlęcej główki. Gdy nacieszyłyśmy się porankiem mogę wstać zrobić kawę. Wracam ze swoim ulubionym kubkiem i siadam przy biurku spoglądając na moją pogodną córeczkę, która bacznie mnie obserwując przechyla na bok główkę.
Potem bywa różnie. Czasem cały dzień noszę, a Julka uspokaja się dopiero wtulona do piersi. Swoimi mokrymi, obślinionymi łapkami wczepia się w moją bluzkę i wtula główkę. Gdy pogoda dopisuje spędzamy dzień na dworze. Julka dotyka drzewek i obrywa z listków, rozgląda się ciekawa świata i notorycznie wyrzuca zabawki z wózka, po które co chwilę muszę się schylać. Innym razem się wygłupiamy. Wydaję różne dźwięki, tańczę, robię głupie miny i generalnie wyglądam jak pacjent, który uciekł ze szpitala psychiatrycznego, a moje dziecko śmieje się na cały głos. Brzmi przy tym jak mały osiołek, a jest to tak zaraźliwe, że po chwili obie pokładamy się ze śmiechu. Wtedy jest czas na tarmoszenie i łaskotki. Gdzieś po drodze zrobię zakupy, obiad, wstawię i rozwieszę pranie, trochę posprzątam, zjem coś. Nagle, jakby o wiele za wcześnie, nadchodzi wieczór. W końcu czas na odprężającą kąpiel, czytanie książki, obejrzenie z nie-mężem filmu, lub po prostu na wspólną rozmowę. Potem wyczekany sen, ale blog wciąż świeci pustkami.
Następny poranek. Kolejne uśmiechy przy których pokazuje się dołeczek w prawym policzku, łapanie mnie za nos mokrą od śliny rączką i przytulanie. Parę łyków ciepłej kawy, wojna przy śniadaniu z Julką, która próbuje zabrać wszystko z mojego talerza. Mijają kolejne godziny na codziennych sprawach. Dziecko, starcie kurzy, noszenie, wstawienie zmywarki, spacer, walka z wyżynającym się zębem. Nagle, gdzieś w biegu, przypominam sobie: "przecież miałam coś napisać!". Czekam z laptopem w gotowości na drzemkę swojej córki. W końcu nadchodzi upragniona chwila. Jula padła na twarz, dosłownie, prosto na zabawki, które przed chwilą obracała w rączkach i próbowała zjeść. W pośpiechu siadam ze sprzętem na łóżku, obok niej i czytam kilka pierwszych, istniejących już zdań. Następnie piszę dalej. Co chwila spoglądam na małą, czy na pewno jeszcze śpi, słucham jej miarowego oddechu i staram się cicho stukać w klawisze, by mieć jak najwięcej czasu. Wpis staje się coraz dłuższy, przepisuję każdą myśl, która pojawi się w mej głowie, próbując utworzyć względnie spójny tekst. Nim zdążę napisać zakończenie, widzę ruch. Julka ociężale podnosi głowę, oczka ma jeszcze czerwone, spojrzenie zaspane, a na buzi odciśnięty ślad smoczka i zabawek. Wita mnie nieprzytomny uśmiech, lub nagły płacz- wszystko zależy od dnia. Wiem jednak, że muszę to skończyć. Dzisiaj, teraz. Jedną ręką zabawiam córkę, a drugą szybko tworzę zakończenie. Uff, udało się. Na szybko czytam całość by poprawić literówki i błędy stylistyczne. W tym czasie Jula już się niecierpliwi i coraz głośniej daje mi do zrozumienia, że powinnam się nią zająć. Biorę moją dziewczynkę na kolana, kończę resztę poprawek i klikam "Opublikuj". Poszło, nareszcie się udało.
Przenosimy się na podłogę. Patrzę jak mała rzuca z zadowoleniem zabawkami i jak próbuje pożreć puzzle piankowe, ale myślami wciąż jestem przy nowo powstałym wpisie. Co chwilę sprawdzam czy pojawiły się nowe komentarze, naprędce robię jakąś promocję. Im dłużej o tym myślę, tym mniej zaczyna mi się podobać to, co napisałam. Chciałabym by publikowane teksty były piękne i dopieszczone. Bym mogła nam nimi skrupulatnie pracować. Pisać z wyprzedzeniem, mieć gotowe szkice, dokładną korektę, z dbałością o szczegóły, język, sformułowania i metafory.
Niestety, znowu zabrakło mi czasu. Może przy następnym będzie lepiej. Szkoda tylko, że tak sobie stale obiecuję, a potem powstaje kolejny tekst pisany na kolanie...


Podobał Ci się ten post? Zapraszam do śledzenia najnowszych wpisów na moim FP >KLIK<

Chcesz przeczytać więcej? Zapraszam

25 komentarzy :

  1. Z tego, co widzę, masz 7-9 postów na miesiąc. To nie jest rzadkie pisanie, zdecydowanie nie! A że blog to nie praca to... nikt nie wymaga od twórcy perfekcji, bo ta jest do osiągnięcia niemożliwa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat nie tyle chodzi mi o samą częstotliwość a o sposób w jaki piszę. Staram się wrzucać regularnie teksty, ale ż tego wszystkiego nie udaje mi się odpowiednio ich dopracować, dopieścić Tak, jakbym chciała.
      Ale dziękuję za wypowiedź i dobre słowo ;)

      Usuń
  2. O, u mnie na blogu podobna tematyka, też o uważności na co dzień.
    ps. Urokliwy wpis, mimo, że pisany na kolanie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja mała znalzła na mnie sposób. Jak sama się bawiła w najlepsze to gdy tylko zobaczyła że otwieram laptopa to mi go zamykała i nie przestawała marudzić do póki go nie zamknęłam, po czym jak był wyłączony to wracała do samodzielnej zabawy i miała mnie gdzieś :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak na pisanie na kolanie, to nieźle się rozpisałaś. Osobiście piszę spontanicznie, na co akurat mam ochotę w danej chwili. Nie wyobrażam sobie robienia szkiców i redagowania tego, bo nie jestem portalem tylko blogiem i mam swój charakterystyczny sposób pisania i tyle. Właśnie takie pisanie na kolanie jest najlepsze :)i wcale się nie zmieniaj :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem ci, że i u nas był czas, że wpisy nie były zbyt "dopieszczone" za to własnie one miały najlepsze "branie", a właściwie czytanie :P Swoją drogą od września mam popołudniowy spokój i czas na pisanie. Dlatego piszę dużo, ale ... publikuję wpisy raz w tygodniu, w każdy poniedziałek, tak żeby nie musieć się martwić, kiedy zabraknie mi czasu czy weny albo po prostu będę chciała poleżeć z dzieckiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli wychodzi na to, że czasami lepiej gdy test nie jest za bardzo wymuskany.

      Usuń
  6. Ja mam na to pewien sposób. Jakiś czas temu spisałam sobie kilka tytułów, o czym chciałabym pisać. Powoli dopracowuję każdy z nich,wracam do nich co kilka dni. Zazwyczaj napisanie jednego zajmuje mi dobry tydzień, ale wiem, że na pewno jest dobrze dopracowany :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam specjalny zeszyt, w którym zapisuje wszystkie swoje pomysły. Tylko ż tym dopracowaniem gorzej...

      Usuń
  7. A ja Ci powiem, że dobry blog to jest taki, w którym widać serce autora, a u Ciebie tak właśnie jest. Nie przejmuj się częstotliwością pisania. Jeszcze będziesz miała czas, żeby pisać każdego dnia. Nie rób sobie wyrzutów, nie warto.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moim zdaniem to, że nie zawsze jest czas na dopracowanie każdego posta nie znaczy, że nie są one dobre! :) Widać, że jesteś autentyczna w pisaniu i to zdecydowanie przyciąga ;)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Nie zawsze musi być to "dopracowane". Jesteś szczera, autentyczna, czuje jakbysmy rozmawiały przy kawie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety, nie zawsze mamy możliwość pisać w taki sposób, jak byśmy chcieli...ale ważne, że się nie poddajemy ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Kochana Twoje teksty czyta się rewelacyjnie. Masz dar do pisania i absolutnie nie wyczuwa się tego, że piszesz na kolanie.
    Ja z kolei tworzę swoje teksty przez kilka dni. Jednego napiszę kilka zdań, drugiego znowu itd. Dwójka dzieciaków potrafi być absorbująca. Zwykle pisałam zarywając nocki a teraz zasypiam z komputerem na kolanach. Jest tragedia! I nawet jeśli mam jeden tekst do przodu, co się zdarza niezwykle rzadko, to i tak wychodzi tak że przez kolejne dni nie opublikuję nic, bo nie mam czasu usiąść. Ostatnio nawet zastanawiam się czy tego w cholerę nie zostawić, bo i tak nie mam czasu na pisanie i dopieszczenie do tego stopnia do jakiego bym chciała. Nie podoba mi się to.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak dzieciątko przestaje spać w dzień to mama musi się na nowo zorganizować :)
    Z tym pisaniem na zapas mam ogromny problem, gdyż pisze jak mi wpadnie pomysł na tekst do głowy!

    OdpowiedzUsuń
  13. Ty się ciesz że Młoda ma drzemki w ciągu dnia ;P U nas Jasiek właśnie powoli z nich rezygnuje i czasu mam zdecydowanie mniej. CO do tekstów "pisanych na kolanie"- one są właśnie najlepsze, wypływające z głębi serce, nie tworzone na siłę, najszczersze.

    OdpowiedzUsuń
  14. Też miałam takie plany ale macierzyństwo i prowadzenie domu mnie całkowicie pochłania :) a te wolne, ulotne chwile spędzam na spacerach bądź z dobrą książką czy z przyjaciółmi przy kawie. Grunt to robić to co się lubi i do niczego się nie zmuszać!

    OdpowiedzUsuń
  15. hehe skąd ja to znam :D mam trójkę zresztą wiesz ostatnio tez mnie mało na blogu notki mam jeszcze nie opublikowane z sierpnia nie miałam czasu wejść na chwile na kompa zresztą jak jest mąż to trzeba uważać bo on nie lubi kiedy piszę bloga.... :/ ale się tym nie przejmuje. Także moje notki są krótkie więcej zdjęcia czasami powiedzą niż tysiące słów... takrze spokojnie nie musisz się tłumaczyć nikomu to Twój świat Twój pamietnik piszesz co chcesz czasami szybko czasami pięknie bo jest więcej czasu bo jest czas na przemyslenia... różnie ale zawsze coś.. Ważen że jesteś i piszesz:D Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  16. A ja właśnie lubię Cię czytać za Twój styl pisania. Za to, że czytając Cię wydaje mi się jakbym Cię znała osobiście.

    OdpowiedzUsuń
  17. Też tak mam. Chciałabym mieć coś na zapasy, w razie gdyby coś wypadło, a tu klops. Praca jedna i druga, a tu któraś Harpia zachoruje, a tu zajęcia dodatkowe. I tak mi dni lecą, a ja nadal nie doszłam do realizacji planu posiadania kilku tekstów na zapas. A z drugiej strony jak mam usiąść do komputera kosztem czasu z córkami, to też jakoś słabiej to pisanie wychodzi. Zawsze się pocieszam, że jeszcze przyjdzie "mój czas" :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Twoje teksty są naprawdę bardzo fajne! Czyta się je jednym tchem. I gdy się kończy wpis to jakoś smutno.
    Bardzo podoba mi się blog!

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja czasami mam tylko 3-4 posty w miesiącu bo zwyczajnie nie mam kiedy pisać. Są też miesiące że mam ich kilkanaście;)

    OdpowiedzUsuń
  20. U mnie z tą częstotliwością pojawia sie postów tez jest różnie. Pomysły są , ale czasu na ich wklepanie mało.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pamiętam ten cza, gdy chciałam się rozdwoić. Byłam zła, że nie poświęcam czasu swojemu dziecku w 100% i jednocześnie wściekła, że moje teksty nie są takie jakbym chciała. Minęło wiele miesięcy zanim udało mi się przeorganizować rozkład dnia. Ale i dziecko podrosło, więc pewne rzeczy przychodzą łatwiej. Tobie też się na pewno uda. Na spokojnie, daj sobie czas :)

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.