wtorek, 24 października 2017

Mamo, nie odchodź! Lęk separacyjny u dzieci

Wyobraź sobie paniczny lęk, który obezwładnia Cię całą, nie pozwala oddychać, racjonalnie myśleć. Lęk, który paraliżuje, chwyta zimnymi szponami za gardło i jedyne, co możesz w tej chwili zrobić to płakać lub krzyczeć. Lub płakać i krzyczeć jednocześnie, ale na pewno nie jesteś w stanie wysłuchać ani tym bardziej przyjąć do wiadomości żadnych mądrych, wypowiedzianych spokojnym głosem porad. Jesteś tak spanikowana, że te spokojne tłumaczenia nawet do Ciebie nie docierają. Wyobraź sobie do tego dojmującą samotność, najgorszą z możliwych, bo odczuwaną w pokoju pełnym ludzi. Ludzi, którzy Cię kochają, troszczą się o Ciebie, martwią się i chcą dla Ciebie jak najlepiej, ale Ty nie zdajesz sobie z tego sprawy, nie potrafisz przyjąć do wiadomości tak oczywistej rzeczy, bo Twój spokój, Twoje poczucie bezpieczeństwa i radość zależy tylko od jednej osoby....



Od MAMY, która w pierwszym roku życia dziecka jest dla niego całym światem. Lęk separacyjny. Na pewno słyszałaś, na pewno czytałaś, rozmawiałaś z innymi mamami. Jeśli jesteś mamą, z całą pewnością ten termin nie jest Ci obcy. Cóż to właściwie jest? Lęk separacyjny, zwany też rozwojowym, jest objawem ogromnego strachu dziecka przed rozstaniem z matką. Pojawia się w kilku turach- pierwsza zazwyczaj daje o sobie znać w drugiej połowie pierwszego roku życia, kolejne mogą się pojawić, ale nie muszą. Często pojawiają się w kilkumiesięcznych odstępach i każda kolejna tura jest coraz słabsza. Jest to zupełnie normalny etap w rozwoju niemowlaka oraz małego dziecka, ale może być bardzo kłopotliwy dla mamy... Prędzej czy później pojawia się w rozwoju każdego dziecka. Niektóre dzieci przechodzą ten etap spokojnie, inne wręcz przeciwnie- histeryzują, zanoszą się od płaczu, przestają ładnie spać i odmawiają jedzenia. Atakom intensywnego lęku separacyjnego często towarzyszy zauważalny przez rodziców regres w rozwoju dziecka. Maluch, który pięknie jadł, trzymając samemu łyżeczkę, nagle wymaga karmienia lub ten, który wydawałoby się pożegnał się z pieluchami, musi mieć zakładane ponownie pampersy. Pogodne i ufne dotąd dziecko, które radośnie eksplorowało przestrzeń wokół siebie zamienia się w niespokojną, zapłakaną kupkę nieszczęścia, która najchętniej zrosłaby się z mamą na stałe.


Spotkałam się z opinią, że kiedyś to nie było takiego wydziwiania. Lęki, nie- lęki, phi! Zwłaszcza starsze pokolenie uważa to za głupotę. Wymysł naszych czasów i nadwrażliwych matek, które nie radzą sobie z dzieckiem. To nieprawda! Lęk separacyjny towarzyszy dzieciom (i ich mamom...) od zarania dziejów, tylko kiedyś nazywany był zupełnie inaczej; był na przykład marudzeniem, jęczeniem, fochami, złymi dniami, ząbkowaniem, kolką itd. Popytałam trochę moją mamę i dowiedziałam się, że ja również miałam etap snucia się za nią jak cień i histerycznego protestowania, jak tylko znikała mi z oczu. Tylko że 30- 40 lat temu nikomu do głowy nawet nie przyszło, że jest to normalny etap rozwoju zdrowego dziecka. Dzisiaj został zbadany i zyskał fachową nazwę, dzięki czemu wiemy, że coś takiego jak lęk przed rozstaniem z najbliższą osobą naprawdę istnieje i może być niezwykle intensywnym przeżyciem zarówno dla samego dziecka, jak i całej rodziny. Nie ma jednoznacznej odpowiedzi skąd bierze się lęk separacyjny i dlaczego jedne dzieci przechodzą go łagodnie, a inne zachowują się niczym rozwścieczone tornado, które zmiata swoją złością wszystko wokół. Biolodzy wysnuli odważną teorię, że jest on wynikiem uszkodzenia niektórych struktur w mózgu. Psycholodzy skłaniają się raczej ku wrodzonym predyspozycjom do przeżywania lęku oraz w matczynym przenoszeniu swojego lęku na potomstwo. Mnie najbliższa jest teoria, która mówi, że silna więź z matką jest dziecku najbardziej potrzebna, kiedy zaczyna być bardziej mobilne, jest więc mniejsza obawa, że się zgubi. Trzeba pamiętać, że mechanizm pierwotnego lęku separacyjnego wykształcił się w czasach, kiedy ludzie byli koczownikami a dzieci nie uczyły się raczkować, chodzić ani nie biegały po mieszkaniu czy ogrodzonym placu zabaw. Robiły to wszystko na sawannie wśród innych koczujących tam ludzi. Wtedy bycie dosłownie cieniem matki gwarantowało bezpieczeństwo oraz przetrwanie.



Tyle teoria. W praktyce kryzys rozstaniowy może dać mamie nieźle w kość. Mam dwie córki, z których każda w jakimś stopniu przechodziła lęk separacyjny. Obie są skrajnie różne, tak fizycznie, jak i emocjonalnie, więc starsza przeszła ten etap łagodnie, natomiast młodsza wiele razy dała popis separacyjnej histerii, do tego stopnia, że stała się przestrogą wśród bezdzietnych par ;) Normą stały się noce z kilkunastoma łzawymi pobudkami oraz poranki, które zaczynały się od wgramolenia się na mnie i trwania tak do samego wieczora niczym huba uczepiona drzewa. Mnie pofarciło się o tyle, że nie musiałam na czas odsuwać od siebie dziecka, nie czekał na mnie etat w biurze ani inne zobowiązanie. Pracowałam w domu przy komputerze- mogłam opiekować się Małą i być blisko zawsze wtedy, kiedy mnie potrzebowała (chociaż przyznaję, że praca z dzieckiem na kolanach do łatwych nie należy ;) ). Sytuacja męcząca, owszem, ale otoczenie w takich sytuacjach rzadko kiedy staje na wysokości zadania i pomaga. Fakt, że matka niemal zrośnięta jest z dzieckiem jest jakieś takie niemodne w dzisiejszych czasach i wywołuje raczej spojrzenia pełne politowania niż zrozumienie stanu, w jakim znajduje się dziecko. Rady, które wówczas posypały się na moją głowę, nie były ani mądre, ani przemyślane, a ja nawet przez chwilę nie brałam ich pod uwagę. Otoczenie podzieliło się na kilka obozów, z których na prowadzenie wyszły dwa- obóz "jak sobie wychowałaś, tak masz" oraz obóz "zabiorę ci ją na cały dzień, to się nauczy". Zewsząd słyszałam, że jaki tam lęk separacyjny! Jaki naturalny etap rozwoju! Wszystkiemu winna matka jest, bo pozwoliła sobie być z dzieckiem za blisko. Tymczasem psycholog Agnieszka Stein, autorka pierwszej polskiej książki o rodzicielstwie bliskości, twierdzi, że dzieci, które mają z rodzicami wyjątkowo silną więź przechodzą lęk separacyjny łagodniej. Rada, aby przystąpić do natychmiastowej dekompresji w czasie najgorszego ataku lęku separacyjnego jawiła mi się jak przemoc wobec dziecka, a nie metoda wychowawcza. Wyobraź sobie, że panicznie boisz się wysokości, a nagle ktoś każe skoczyć Ci na bungee i to z najwyższego punktu świata. Tak mniej więcej czuje się dziecko oderwane od mamy w czasie, kiedy najbardziej się tego obawia.


Czy to oznacza, że nic nie można zrobić? Oczywiście, że można, a nawet trzeba coś robić, zwłaszcza jeśli nie możesz pozwolić sobie na luksus przebywania z dzieckiem 24/7. Umówmy się- większość mam jednak pracuje na etacie czy chociażby chciałaby wyjść raz na jakiś czas po zwykłe waciki do Biedry- SAMA. Jak więc poradzić sobie z lękiem separacyjnym u dziecka?

1. Na początku warto mieć świadomość, że on faktycznie istnieje, jest czasowy- a to oznacza, że prędzej czy później mija- i pojawia się na różnych etapach rozwoju dziecka. Trzeba zaakceptować ten fakt, nie walczyć z nim i nie udawać, że nie istnieje. Negacja tutaj nie pomoże, tak samo jak zbywanie machnięciem ręki- ah te dziecięce humorki... Nie złościć się na dziecko, nie złościć się na siebie i nie zamartwiać się, że z maluchem jest coś nie tak. Nie! Z nim jest jak najbardziej wszystko TAK, po prostu się rozwija emocjonalnie i poznaje świat.

2. Wyśmiewanie się z dziecięcych leków czy bagatelizowanie ich jest całkowicie niedopuszczalne. Nie wolno też zawstydzać dziecka, opowiadając o jego problemach każdej napotkanej osobie czy robić z nich temat numer jeden każdego rodzinnego spotkania. Dla nas problem może być błahy, dla dziecka jest tragedią nie do przejścia. Takie z pozoru niewinne rozmowy przy stole w obecności malucha wpływają bardzo negatywnie na jego psychikę, podważają zaufanie do rodziców i do samego siebie.

3. Jeśli chcesz wrócić do pracy lub po prostu umówić się na mieście z koleżankami, zacznij od stopniowego oswajania malucha z Twoją nieobecnością. Absolutnie nie rzucaj go na głęboką wodę, zostawiając płaczącego, histeryzującego smyka pierwszy raz na wiele godzin z obcą osobą. Nagłe rozstania są skrajnie stresującym przeżyciem dla dziecka. Zanim zostawisz dziecko z babcią lub nianią spędźcie wraz z dzieckiem czas razem. Niech opiekunka nie będzie dla niego kimś obcym.

4. Absolutnie nie wymykaj się z domu ukradkiem. Dziecko wtedy pomyśli, że zniknęłaś na zawsze i już nigdy do niego nie wrócisz. Daj buziaka, powiedz, kiedy wrócisz (ale nie używaj określenia czasu, bo dziecku nic nie da informacja, że wrócisz o drugiej; powiedz raczej, że wrócisz po obiedzie lub przed bajką itp.) i po prostu wyjdź. Nie przedłużaj momentu rozstania, nie użalaj się nad dzieckiem i nie roztkliwiaj. Jeśli malec zobaczy Twoją niepewność i łzy w oczach, wpadnie w panikę.

5. Do oswajania lęku warto też wykorzystać zabawy dla dzieci. Pokaż smykowi, że nawet jeśli coś znika, to nadal istnieje. Możesz ukryć misia pod kocem, a potem pokazać, że on nadal jest. Może zakryć twarz rękoma, a potem z uśmiechem zawołać "a kuku, jestem!". Ogranicza Cię tylko wyobraźnia.

6. I przede wszystkim bądź cierpliwa. To minie :)

Anika Pietruszko, copywriter, fotograf. Mama dwóch córek, autorka bloga anikapietruszko.blogspot.com



Test napisany przez Anikę Pietruszko, mamę oraz autorkę bloga http://anikapietruszko.blogspot.com/
Bardzo dziękuję za podzielenie się swoją wiedzą i doświadczeniem w tym gościnnym wpisie.

9 komentarzy :

  1. na szczęście u nas nic takiego nie wystąpiło

    OdpowiedzUsuń
  2. cierpliwość w tym trudnym czasie to klucz do sukcesu. na szczęście dziecko z tego wyrasta i potem nie potrzebuje mamy 24/7

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajne informacje. Wiedza na ten temat zdecydowanie może ułatwić życie całej rodzinie. Dzieci czują się rozumiane a rodzice nie załamują się bo wiedzą z czego to wynika i że minie.

    OdpowiedzUsuń
  4. To prawda, ten etap, choć jest trudny i dla dziecka i dla mamy, mija. Maluch, który ma zaspokojoną potrzebę bliskości, po jakimś czasie sam chetnie zostanie z babcią i będzie to dla niego wielką atrakcją.

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę przyznać, że nie sądziłam, iż problem jest aż tak powszechny. Natomiast cieszę się, że u nas tego nie przerabialiśmy. Chociaż widzę, że w miarę dorastania młoda ma problem z tym, że taty bardzo często nie ma. Kiedy jest - dostaje małpiego rozumu i nie chce spać, mam wrażenie, że to dlatego, że boi się, że gdy się obudzi, znowu go nie będzie :(

    OdpowiedzUsuń
  6. My już to z moją córą przechodziłyśmy. Nie było tak źle, nie zostawiam jej często, raczej przebywa głównie ze mną. Gdy gdzieś wychodzimy, to raczej wieczorem. A jeśli wychodzę, gdy jeszcze nie śpi, to zawsze mówię jej, gdzie idę i że wrócę, żegnam się z nią pogodnie, daję całuska, robię papa i w drogę :D

    OdpowiedzUsuń
  7. mój synek ma 2 latka i nie było z nim problemu zostawic go u moich Rodziców niestety u te ściów była masakra płacz wycie az teściowa po mnie po 20 minut dzwoniła i mówiła że nie daje rady to pokazuje że dzieci na rózne osoby reaguja inaczej

    OdpowiedzUsuń
  8. Trzeba być bardzo cierpliwym w tym czasie. Przydatne porady.

    OdpowiedzUsuń
  9. Osobiście bardzo intuicyjnie wychowuję swoją trójkę i myślę, że na razie to bardzo fajnie nam pasuje :)

    OdpowiedzUsuń

Recent Posts

Szablon stworzony z przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.